Ślub, ślub i po ślubie.

Polecany

Blog.pl wysłał mi wiadomość, że tęskni. A mi jakoś ciężko było wrócić do pisania. W ogóle było ciężko wrócić do czegokolwiek. Tyle planowania tego wspaniałego dnia, tyle myśli, koncepcji, rozmów przez tyle czasu, a tu nagle rach ciach i proszę bardzo – po wszystkim! Dziwnie mi tak nagle nie planować, nie oglądać sukien ślubnych i nie rozmarzać się na każdym kroku na temat tego jak idealnie może być.

A było idealnie! Przecudownie, najwspanialej, najszczęśliwiej. To był nasz wymarzony ślub, wymarzone wesele. Jasne, że były wpadki, ale takie, które tylko sprawiły, że było wyjątkowo. Moja ulubiona, to jak mój dziadek poprosił moich braci o przypilnowanie gołębi dla nas, a oni myśleli, że mieli je wypuścić i szukali kogoś kto im podpowie jak się to właściwie robi. Zapytali jednego z moich przyjaciół: „Krzysiek, a Ty wiesz jak się puszcza gołębie?” Na to Krzysiek: „Nie mam pojęcia”. Na szczęście ktoś ich wcześniej zauważył, bo chcieli wypuścić ptaki na nas, gdy będziemy wychodzili z kościoła ;). Tęsknie za tym dniem…

Potem była Hiszpania miodowa. Gorąca i bajeczna, z innego świata.

A potem rzeczywistość. Niektóre sprawy może nawet nas trochę przerosły, ale już chyba wychodzimy na prostą. Fajnie jest być żonką, ale też czasami nieznośnie. Ale cieszę się, że jesteśmy już po.

Teraz czas na kolejne decyzje, na to co robić dalej. Czasami mnie to przeraża, wręcz paraliżuje i nie pozwala na podjęcie czegokolwiek, ale wszystko się ułoży, tak jak zawsze się układało. Zdjęcia z pewnoscią jakieś będą, ale póki co to czekamy :)

Przy okazji zapraszam na mój mały śmietnik:

www.madeleinevent.tumblr.com

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Panna Młoda na urlopie.

Polecany

Jestem panną młodą na urlopie. Lubię tak o sobie myśleć. Z jednej strony odzwyczajam się od „narzeczonej”, a z drugiej strony powoli moja świadomość przygotowuje mnie na bycie „żoną”.

Przede wszystkim bardzo dobrze mieć urlop! W końcu mogę się wszystkim zająć, obmyślić cały plan, który i tak pójdzie swoim własnym torem. Przede wszystkim moje ręce, nogi i kręgosłup odpoczywają. Choć ostatnie dni w pracy to były ciągłe rozmowy o naszym ślubie i weselu, więc chociaż miałam z kim porozmawiać i doradzić się.

A od dzisiaj zdrowo jem, odpoczywam, baaaardzo się wysypiam i nawet byłam na solarium. Moja pierwsza wizyta tam i przyznam, że obiecywałam sobie, że nigdy tam nie pójdę, ale miałam tylko jedną okazję by wyjechać w tym roku nad morze, bo ciągle praca, albo załatwianie przeróżnych spraw. Teraz pogoda byle jaka i pozostaje mi ta przerażająca trochę trumna napromieniowująca moje ciało. Bladziutka jestem na całego, a tylko dochodzą do mnie głosy ze wszystkich stron jak to wszystkie panie się opalają na mój ślub i jak pięknie będą wyglądać w swoich białych sukienkach do tak pięknej opalenizny. Na szczęście już jestem na tym etapie, że nie przejmuje się tym wszystkim, a najważniejszy jest Ślub z T. Poza tym wyszłam z przekoniania, że wesele jest dla gości. To NASZE WESELE, a oni są zaproszeni do świętowanie NASZEGO dnia i nie mam zamiaru przejmować się każą najmniejszą uwagą. Ludzie się przyzywyczajają do tego, że stali się dziwaczną bandą oceniających i kręcą noskiem, bo przynieśli w kopercie 300 zł, a ktoś wydał na wesele niewyobrażalne w tych czasach pieniądze.

Ale do takiego myślenia trzeba dojść i cieszę się z samej siebie, że zaczęłam inaczej pojmować pewne sprawy. Teraz została mi tylko radość, niewyobrażalne szczęście i nerwy w brzuchu, bo to takie ważne…

 

 

 

 

 

 

Miesiąc przed Ślubem.

Polecany

Za miesiąc będziemy po ślubie i weselu. Będzie poniedziałek. Nie mam pewności, ale myślę, że będziemy szczęśliwie zmęczeni, pójdziemy zapłacić za wszelkie szkody spowodowane przez naszych kochanych gości, albo nawet nas samych, wrócimy spacerem do Domu moich Rodziców, a Teściów T. i będziemy się szykować do podróży poślubnej, kilku dni, których nie będziemy musieli dzielić na innych ludzi, rzeczy, obowiązki i zmywanie naczyń.

Ale dziś chcę więcej czasu. Ba! Chcę nawet cofnąć czas, zmienić kilka bardzo drobnych rzeczy, którymi sami sobie trudniliśmy życie. Ale pozostaje mi jedno. Patrzeć tylko w stronę swojego Narzeczonego, na nic, nikogo więcej.

Od jakiegoś czasu staram się unikać ludzi i spraw, które działają na mnie negatywnie. Zrozumiałam dosadnie, że jestem całkowicie wolnym człowiekiem pomimo tego, co muszę, bo robię to dla swojego własnego dobra to mam niesamowitą przestrzeń wolnych wyborów. Przede wszystkim mam jedno życie i to ja jestem odpowiedzialna za to co się w nim pojawi, a co nie. Nawet mój przyszły mąż nie może tego zmienić. Nie mogę mu zabrać jego wolności, ale w żaden sposób jego wybory nie mogą rzutować na moje negatywne przeżywanie choćby jednego dnia, bo nie mamy nieograniczonych możliwości, nieograniczonego życia.

Jestem szczęśliwa. Bardzo zmęczona, ale to dobre zmęczenie.

 

 

 

 

 

 

 

 

Jesteś moim najsłodszym upadkiem.

Polecany

Czasami warto się nie zrozumieć, żeby po powrocie do mieszkania zobaczyć na stole białe i czerwone róże z liścikiem.

Do niezrozumienia dodać jeszcze rozłąkę na ponad 24 godziny i w prezencie dostajesz niesamowite uczucie, kiedy spotykasz się w końcu ze swoim ukochanym i nagle wszystko wydaje się głupie i szkoda tego czasu, bo nie wiedzieliście się całe wieki.

Mimo kryzysu przedślubnego, wiem, że albo ten mężczyzna, albo żaden. Mimo tych wszystkich dni niezrozumienia, które za mną i przede mną jeszcze…

Ten wieczny brak czasu powoduje, że bardzo za Nim tęsknię. Moje życie jest trochę puste. Są plusy, bo mam czas dla siebie, rozmawiam z innymi ludźmi, czytam książki, słucham głośno muzyki i rozmyślam, ale życie z Nim jest dużo lepsze, radośniejsze i przeżywanie go razem ma większy sens.

W urzędzie stanu cywilnego oddałam swoje nazwisko. Jego wielka radość i żartowanie i moje zasmucenie. Myślałam, że to łatwiejsze gdy składa się podpis pod tym, że będę się inaczej nazywać, inaczej niż nazywam się od samego początku i dzieci, które JA urodzę będą nosić obce nam nazwisko.

I co śmieszniejsze, spojrzę tylko na liścik uczepiony do kwiatów i cieszę się, że będę nosić nazwisko mojego dobrego Narzeczonego, który opiekuje się moim smutkiem.

Od wielu dni ta piosenka poniżej towarzyszy mi jak przyjaciel…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Coś na dziś.

Polecany

Podoba mi się ten czas. Nieunormowane godziny pracy, snu, życia. Czas na książkę, na film. W końcu! Aktualnie chcę obejrzeć wszystkie filmy Wesa Andersona i powoli już się zakochuję i polecam. Przed pracą urządzam darmowe koncerty dla moich sąsiadów, piję herbatę i mało jem i później w pracy czuję, że zemdleję.

Nie podoba mi się ten czas. Mało T. Ciągle się mijamy. Dużo pracy i bolą nogi, twarz szarzeje od zmęczenia. Kupuję zapasy maseczek na twarz. Wyskoczyła mi wysypka na całym brzuchu, ale nie mam czasu iść do lekarza. Najpierw wolę pójść do dentysty. No i tyle ślubnych spraw jeszcze niezałatwionych, że aż mnie to przeraża i mam ochotę tylko rozłożyć ręce.

Ale jestem zadowolona. Moja głowa odpoczywa.

http://www.youtube.com/watch?v=ZBIb3utLUcU

 

 

 

 

 

 

Tytuł magistra. Tylko co z tego?

Polecany

Już po obronie. A miało być tak strasznie! No i w sumie było, całe dwa lata, kiedy egzamin magisterski wisiał nade mną nieustannie i nie pozwalał do końca cieszyć się życiem. Nawet jak przez rok nic nie napisałam to i tak psychicznie czułam się wymęczona samą perspektywą pisania czegoś, co według mnie nie ma żadnego sensu. Do tego zagadnienia i ten ból, że i tak nie jesteś w stanie zapamiętać tych osiemdziesięciu stron A4, bo i tak dojdzie stres i drżenie rąk i te spojrzenie komisji…

Już po. Cieszę się bardzo, bo po licencjacie ciągle miałam świadomość, że to jeszcze nie wszystko.

Dlatego teraz bardzo cieszę się życiem, wakacjami, perspektywą spacerów, morza, książek, które CHCĘ przeczytać, a nie muszę i czasu dla znajomych, którzy wykazywali się większym, lub mniejszym zrozumieniem. Cieszę się, że moim jedynym obowiązkiem jest praca i to jest fajne.

To aż dziwne jak niektórym ludziom pisanie pracy dyplomowej sprawia taki ból, ale tak rzeczywiście było w moim przypadku. Czekam aż ludzie w końcu zrozumieją jak wielkim marnowaniem czasu jest pisanie prac na poziomie licencjackim i magisterskim i w końcu z tego wszyscy zrezygnują. W dzisiejszych czasach to nawet przedziwne, że uczelnia wyższa pozwala na to, aby jedna studentka zużyła ponad 400 stron papieru na wydrukowanie wszystkich potrzebnych egzemplarzy…A pozostali studenci? Ile to lasów?

No i te wzniosłe słowa komisji na sam koniec: „taki dyplom Was zobowiązuje”. Chciałabym dzisiaj powiedzieć coś podobnego swojej uczelni: „Droga uczelnio, zdobyłam u Ciebie tytuł magistra. To Ciebie do czegoś zobowiązuje…”

Przemyślenia te nie mają już znaczenia, prawie tak samo jak sam tytuł magistra w dziejszych czasach.

Ale FAJNIE go mieć ;) i Rodzice byli tacy dumni, że aż warto było…

Życzcie mi pięknych wakacji. Pierwszych od lat!

Nauki przedmałżeńskie.

Polecany

Ukończyliśmy z T. nauki przedmałżeńskie. Mieliśmy szczeście i nasze uszy trafiły pod słowa mądrego i dobrego człowieka. Ten czas dał mi bardzo wiele, pozwolił zrozumieć wiele spraw, poznać lepiej siebie i swojego przyszłego męża, który teraz w moich oczach jest o niebo lepszy. Zrozumiałam chyba do końca w co się właściwie pakuję i nie powiem, miałam momenty załamania, za które jestem bardzo wdzięczna. Mój narzeczony okazał się osobą bardziej odpowiedzialną i męską niż myślałam. Bardzo cieszę się z tych refleksji, które się w nas obudziły. I sama postać tego ojca prowadzącego nauki, taka dobra i mądra… Po ostatnim spotkaniu popłakałam się. Poczułam strach, że skończyły się te wszystkie mądre uwagi, zdania, które wspierały, dawały zrozumienie, spokój, a nawet radość i szczęście z przeżywania tego wszystkiego. Doszło do mnie jak bardzo potrzebuję mądrych ludzi wokół siebie, jak bardzo pragnę autorytetów, dobrych rad, które będą mnie zmieniać.

Oddałam pracę magisterską. Obrona już 9 lipca, ale póki co nie mam sił uczyć się zagadnień. Przyznam, że ten rok zmęczył mnie wyjątkowo i nie mam ani ochoty ani psychicznych sił na naukę.

Za 2 dni moje 25. urodziny. Taki tam mój mały przełom, ale będą przy nim tylko ci co zawsze są. Na początku chciałam coś większego, ale skończyło się na 6 osobach (razem ze mną i T.), kolacji i winie. Mieszkanie dzisiaj posprzątałam, jutro spędzę cały dzien w kuchni. Ale lubię to. Jeszcze bardziej lubię gotować osobom, które są dla mnie bardzo ważne. A jutro będą to moi przyjaciele. Każdy z nich zupełnie inny, ale wino będzie, wino ułatwia sprawę ;).

Dobrze jest. Mam przy sobie mądrego faceta (choć przyznam, że na początku nie sądziłam, że jest tak mądry), fajnych przyjaciół, kończę zasrane studia (te dwa lata były uciążliwe, totalnie nie mój świat), za 2,5 miesiąca ślub. Można powiedzieć, że kończąc 25 lat staje się taka trochę dorosła. „Taka trochę”. W tym wieku powinnam być bardzo dorosła, inaczej sobie siebie wyobrażałam, a tu proszę… Ale jakaś tam stabilizacja jest. Szkoda, że czasy takie dziwne.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Małżeństwo.

Polecany

Małżeństwo. Im bliżej tym bardziej przerażające w swoim pięknie. A ja tylko czuję, że wiele się zmieni. Serce dziwnie bije, nierówno, może nawet drży. Zaczynam inaczej je odbierać, a pod tym słowem kryje się wszystko. Wszystko i nic, bo pogubienie osiągnęło swój szczyt. Jedyne co widzę, to człowiek bez skorupy, nagi, bez ciała. To będzie poetyckie i pozbawione sensu, ale widzę piekną posadzkę, ciemny pokój, duże okna z białymi firanami i ciepły, letni wiatr, słyszę cichą muzykę i widzę siebie w długiej nocnej koszuli i mężczyznę bez twarzy. To wszystko co było przeszłością, marzeniami, albo zwykłym wyobrażeniem szczęścia. Twarz mężczyzny tak nagle mi się ukazała, a marzenia urzeczywistniły się do bólu. Wiesz o co chodzi… Czasami to sama droga i czekanie na coś powoduje, że życie zapycha Ci płuca świeżym powietrzem w taki sposób, że musisz krzyczeć. Otwierasz rano oczy, a za oknem słońce, spacer w parku i obecność przyjaciela i już czujesz, że kiedyś to przyjdzie, że będzie pięknie, że miłość będzie wzruszająca jak otaczająca wiosna.

Jestem odpowiedzialna za porzucenie tych stanów… Marzeń z bajek, największych i najbardziej skrytych. Nie snuję nocnych opowieści, które tuliły gubiąc ten świat na wiele ciemnych godzin. Jestem odpowiedzialna za codzienność, za tworzenie pięknego świata do bólu realnego.

Jestem gotowa na małżeństwo. Na jego samotność, na mroczne dni, na ból, który poparzy serce i oczy nowymi łzami. Zgadzam się na ten ból. Na oddanie się mężczyźnie, który nigdy do końca nie pojmie mojej nawrażliwszej części kobiecości. Kobiecości, którą budowałam latami i doświadczeniem. Jestem gotowa schować to w kieszeń. Oddam swoją połowę w zamian za jego połowę, swoją lepszą część, nawet jeśli odda mi tylko wady.

Boże, wejdź w moje Małżeństwo. Nie bądź cichym obserwatorem, daj mi siłę. Bo dociera do mnie jak wielką ma ono moc. A na dzisiaj… uspokój drżenie mych dłoni.

Śmieje się z samej siebie. Z tego, jak kiedyś pojmowałam miłość, z  tych pustych słów „kocham”. Jak ja mogłam tak okłamywać ludzi?! Odpokutuję w postaci jednego człowieka. Jednego, do śmierci.


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Mała teoria samotności.

Polecany

Jak bardzo jesteś samotny? Albo jak bardzo wydaje Ci się, że nie jesteś? Moje pytania nie odnoszą się do liczby znajomych na portalach społecznościowych. Właściwie nie możesz tego zmierzyć żadną liczbą, a jedynie poczuć i tylko jeśli bardzo się postarasz. Nie wystarczy być w złym nastroju, marudzić. Musisz sobie odpowiedzieć jak często płaczesz przez drugiego człowieka, jak często bliskie Ci osoby źle Cię oceniły, zraniły, nie potrafiły zrozumieć. Musisz pomyśleć o tych najbliższych Twojemu sercu. Są obok Ciebie od lat, tworzą Twoją jedyną i niepowtarzalną rodzinę, grupę przyjaciół, albo chociaż dobrych znajomych. Przypomnij sobie o słowach, które kiedyś padły, pewnie dlatego, że się mocno pokłóciliście. Musisz pamiętać jak bardzo te słowa zabolały. Albo przypomnij sobie o tym niezrozumieniu, gdy tak bardzo go potrzebowałeś, a przecież najbliższe Ci osoby są po to żeby Cię wspierać. Bóg pozamykał nasze dusze w ciałach, które solidnie odgradzają nas od siebie. Ludzie przywykli do mówienia: „wiem, co czujesz”, rozumiem cię” i inne fantastyczne słowa związane z „empatią”. A wiedzą tylko tyle, co sami by czuli i myśleli, gdyby znaleźli się w podobnej sytuacji. Czujemy inaczej, każdy z nas z różną intensywnością i wrażliwością na zupełnie inne bodźce. Nie ma na świecie dwóch kochanków, którzy kochają się taką samą miłością, z taką samą intensywnością. Może osoba, którą dzisiaj tak bardzo kochasz odwzajemnia to tylko w połowie? Może nawet to odczuwasz. Choć chyba gorzej, jeśli tego nie widzisz. Matka potrafi odwrócić się od swojego dziecka, jeśli ono przestanie dzwonić, albo w złości wypowie o jedno słowo za dużo. Własne dziecko może stracić kontakt z rodzicielką, jeśli ona za bardzo wtrącała się w jego dorosłe życie. Przyjaciółki przestają ze sobą rozmawiać, bo pokłóciły się o sukienkę, a przyjeciel z dzieciństwa staje się wrogiem, bo zakochał się w tej samej dziewczynie. To tylko głupie przykłady. A my jesteśmy tylko głupimi ludźmi. Bardzo samotnymi ludźmi.

Ja ostatnio często płaczę przez osoby, które są bardzo bliskie mojemu sercu. Czuję rozczarowanie, żal, smutek. Ale to samotność jest nie do zniesienia. Niezrozumienie pali mi serce i żółądek tak mocno, że mam ochotę wziąć szklankę z wodą i ugasić ten ogień. Niech Ci się nie wydaje, że wiesz co czuję, że rozumiesz. Otóż to. Doszłam do tego w śmierdzącym potem tramwaju. Jestem sama. Zamknięta w tym ciele tak  umiejętnie, że sama o sobie często zapominam.

Myślę, że warto się odciąć troszkę od ludzi, złapać dystans. Być takim życiowym egoistą, dostarczać sobie radości z czystych przyjemności. Uważać tylko na uczucia innych, bo oni potrafią się mścić, a nie dlatego, że będą odczuwać przykrość. Skąd możesz wiedzieć co będą odczuwać. Może im to wisi, mają to w poważaniu.

Warto być wiernym przede wszystkim samemu sobie. Najpierw czas dla siebie, potem dla innych.

Dziękuję moim bliskim, za to, że mnie tego nauczyli.

Dziękuję moim pozostałym bliskim za to, że ten stan mi minie i znów będę szczęśliwym człowiekiem. Jeden z nich ma jutro urodziny. Osoba, która urodziła się po to żeby być przyjacielem. Takie urodziny to szczególne urodziny, kiedy prawdziwie z serca dziękujesz Bogu, za to, że ktoś się urodził.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

O zmianach.

Polecany

Lubię mieć czas na pisanie bloga. Dziś do pracy dopiero na 18.

Zauważyłam, że ostatnio jestem dość wierna swoim postanowieniom. Jem lżejsze potrawy, unikam fast foodów, mniej chipsów do filmu, więcej soków, troszkę warzyw i owoców. Bez przesady, ale jednak. Wkrótce przymiarka do sukni ślubnej i tutaj jest moja główna motywacja, ale przy okazji dużo lepiej się czuję. Ostatnio nawet biegałam, pierwszy raz od kilku lat. Biegałam jakieś 20 minut, zapomniałam o normalnej rozgrzewce i nie mogłam później chodzić przez kilka dni jak normalny człowiek, ale cieszę się, że w końcu to zrobiłam.

Z innych gorących postanowień, które udaje mi się ostatnio spełniać, to mniej się złoszczę. Problem leży głównie po stronie pracy, z której często wracałam podminowana i przez to obrywało się niewinnym osobom. To problem wielu ludzi, problem rozpadających się dzisiaj małżeństw. Ludzie nie potrafią zostawić swojej pracy w pracy. Może wcale się im nie dziwię, ale jednak nie warto psuć sobie życia ludźmi, którzy i tak nie mają większego znaczenia w naszym życiu. A cenę przecież płacą ludzie – priorytety. Zauważyłam to dość boleśnie, gdy mój T. ostatnio wrócił z pracy zmęczony psychicznie, a ja w drzwiach zrobiłam problem o jakąś błachostkę. Później, gdy emocje ochłonęły poczułam się jak jedno wielkie rozczarowanie. Chcę być domem, do którego się wraca z pragnieniem ukojenia po ciężkim dniu. Nie tylko dla T., ale dla samej siebie. Owoce mojej bardzo ciężkiej pracy nad sobą są bardzo smaczne i w dodatku pełne witamin. Wczoraj, po ciężkim dniu, po 8,5 godzinach totalnego zapierdzielania i kontaktach z ludźmi mniej i bardziej życzliwymi wróciłam do domu uśmiechnięta, w dobrym nastroju, skora do rozmów, herbaty i oglądania serialu. A muszę przyznać, że miałabym usprawiedliwień pełen rękaw na wybuchy złości, a nawet płaczu. Spokój, spokój i spokój i mieszanka uśmiechu. I jakoś się udaje.

Lubię się zmieniać na lepsze.

Chcę też więcej patrzeć na siebie, zaprzyjaźnić się z samą sobą. Od dłuższego czasu zajmowałam się selekcją ludzi, bo tak łatwiej mi się żyje. Nie muszę wcale spotykać ludzi, z którymi spotkania nie przynoszą mi niczego dobrego, a wręcz przeciwnie. Chciałabym znaleźć też więcej czasu, dla tych, dla których ciężko go znaleźć z wielu powodów. Ale mam wielką nadzieję, że po obronie, po masie esejów i projektów, które przyszło mi zrobić na ostatnim roku studiów (sic!) moje życie odmieni się w sferze towarzyskiej. Życzę sobie tego. Ale wracając do tematu, zamierzam dokonać podobnej selekcji samej siebie. Lubię ludzi, ale bycie egoistką nie jest takie złe. Chodzi mi o takie zdrowe egoistyczne podejście, które korzystnie wpływa na samorozwój. Chcę robić więcej rzeczy dla siebie, sprawiać sobie radość.

Czy to wszystko nazywa się wiosną? Tak, to chyba moja wiosna budzi się do życia, do chęci czerpania z niego wszystkiego na maksa, bo co z tego, że czasu brak. Żyć trzeba. I to najlepiej.

I kto by pomyślał, że kasy mamy coraz mniej i coraz bardziej trzeba oszczędzać. Szczęście idzie swoją drogą, nawet chyba urosło.

Acha. Suknia ślubna wybrana. Przymierzona tylko pod namową Rodziców, bo sama bym jej nie ściągnęła z wieszaka. Założyłam, popłakałam się ze wzruszenia i wybrałam. Dwa razy tańsza od sukni, którą wybrałam na początku. Ale widać, prestiż firmy i błysk w oku nie wystarczał. Przy swojej wybrance poczułam się jak przyszła żona mojego T., że tak powinnam wyglądać idąc do niego przez kościół. Ale im bliżej ślubu, tym bardziej cieszę się z samej osoby przyszłego Męża, reszta to tło, cholernie drogie tło.

Mimo wszystko czule myślę o małej dziewczynce, która marzyła od zawsze o cudownej białej sukni ślubnej jak dla księżniczki. Masz ją, mała księżniczko. I uśmiecham się do niej jak do kogoś pięknie naiwnego i głupiutkiego. Za kilkanaście lat będziesz miała o wiele więcej niż księżniczki. I wcale nie chodzi o piękny pałac.


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Momenty.

Polecany

Staram się już nie użalać nad sobą, nie jęczeć, nie grymasić. Staram się nie zauważać tego, że inne kobiety mają lepiej, bo przecież zawsze znajdzie się ktoś taki, kto ma gorzej. Mam okres i chce mi się płakać bez powodu. Czuję się zdradzona przez własne ciało, bo ja przecież taka nie jestem. Dwa beznadziejne dni, które trzymają mnie w domu, taką szarą i bezużyteczną. Nie chce mi się sprzątać, na szczęście obiad mamy z wczoraj. Choć pojawia się ochota na ciasteczka domowej roboty. Jedyne co muszę, to wrócić do pisania magisterki, mojego aktualnego koszmaru. W nagrodę wymyśliłam sobie wieczorem film, który od dawna chcę obejrzeć w towarzystwie T., któremu mogę szperać palcami we włosach. Jego to uspokaja bardzo, ale zauważyłam, że ja też wtedy czuję się bardzo bezpiecznie. Takie tam zwyczajne nagrody, tanie i bezpowrotne chwile.

Co do tych chwil. Ostatnio wspominałam dzieciństwo i zauważyłam, że bardzo często wracając do szczęsliwych chwil z tego okresu myślę o podwórku u dziadków, na którym bawie się z kuzynami i rodzeństwem. Jest lato, bardzo ciepło. Nagle przestaję się bawić, bo zauważam jak słońce pięknie świeci przez brzozę, która łagodnie się porusza i przy tym bawi światłem. Pamiętam, że wtedy poczułam się szczęśliwa i ostatnio jadąc tramwajem wspominałam ten moment i wzruszyłam się. Nie wiem jakie wspomnienia będę mieć na starość, ale mogę się mocno zdziwić, dlatego warto dbać o te najmniejsze, z pozoru nieznaczące szczegóły.

 

 

Jestem zmęczona. Marzę o podróży poślubnej, gdzie w końcu będziemy mogli w 100 % zająć się tylko sobą.

 

 

 

 

 

 

 

 

niedojrzali.

Polecany

 

Dzisiaj będzie refleksyjniej. A to dlatego, że nie mam czasu na nic, a na myślenie musze znaleźć, bo stanę się robotem, a przy okazji mogę to połączyć z nową notką (dawno nie pisałam tutaj).

Ostatnio ciągle słyszę o tym jak to ludzie CHWALĄ się tym, że ich rodzice mają ich w tyłku. Oczywiście, ubierają to w inne słowa. Zauważają, że tacy ludzie odczuwają dziś wdzięczność do swoich rodzicieli, za to, że ci mieli ważniejsze sprawy niż ich wychowanie i dzięki nim są dziś bardziej zorganizowani, samodzielni, potrafią załatwić sprawy na poczcie. Wow! Dlaczego odczuwam fałsz w takich osobach? Wydaje mi się, że owszem – rodzic to rodzic, jakim by nie był to należy mu się szczególny szacunek, ale bez przesady. Myślę, że mogliście słyszeć o eksperymencie Fryderyka II, który chciał sprawdzić jakim językiem przemówią dzieci, które nie będą miały spełnianych żadnych potrzeb oprócz tych podstawowych, biologicznych. Kobiety miały zakaz mówienia do dzieci, przytulania ich itd. Ciekawy pan chciał sprawdzić jakim wówczas językiem przemówią, a jego jedynym problemem powinno być to, że uważał się za mądrzejszego niż był. Wracając do tematu. Co się stało z biednymi badanymi? Poumierali. Więc prosze Was, przestańcie udawać, że nie potrzebujecie miłości! Mogą Was karmić, pomagać w opróżnianiu a i tak poumieracie, bo… bo tak! Samodzielność. Mogę śmiało sobie z niej kpić. Nawet jak mi się lodówka zepsuje to znajdzie się w wyszukiwarce milion takich, co z chęcią przyjdą, zrobią i zarobią. Miłość i zaangażowanie. Nie ma niczego piękniejszego na tym świecie, co mogą dać nam rodzice, co my możemy dać dziecku.

Z ciekawości porównawałam sobie swoich znajomych, którzy zostali wychowani przez rodziców, którzy byli zaangażowani w swoje role i tych, którzy zwyczajnie w świecie olali sprawę. Widać różnicę. Nie chcę o tym pisać, bo nie chcę ich obgadywać na ramach bloga, mimo, że tego nie przeczytają ;) Nazwałabym ich „niedochowani”, a tych braków już im nikt nie wypełni. Szkoda. Za to wyciągam milion wniosków dla siebie samej i swojej przyszłej Rodziny.

Trochę sobie pomyślałam. Dziękuję za uwagę.

Lecę po suknię ślubną. Trzymajcie kciuki, bo chyba to ta wymarzona…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Powódź.

Polecany

W nocy zalało nam mieszkanie. Całą kuchnię, łazienkę i pół korytarza. W tym wszystkim wspaniałe jest to,  że woda spływała tylko na te części mieszkania gdzie położone są kafelki i tylko trochę poszło na deski… Sąsiadów oczywiście zalało i to oni przyszli nas obudzić, podczas gdy my tworzyliśmy basen. Panowie hydraulicy opanowują już kuchnię, zaraz wezmę się za sprzątanie. Chłopaki dzielnie wczoraj zebrali wodę, podczas gdy ja po babsku schowałam się w pokoju i dzwoniłam do Taty, bo w końcu jest właścicielem tego mieszkania. Przyznam się, że ta woda była też trochę za zimna dla moich stóp i później mimo spania w skarpetach pobolewało… Tak, jestem straszna, ale to przecież męski świat:D CHYBA nikt nie ma o to do mnie pretensji, chyba, że jakieś mocno ukryte, które wyjdą dopiero przy najbliższym konflikcie :) Za swoje i tak dostałam, bo musiałam wyrzucić całą reklamówkę swoich przypraw i słodkich ozdóbek, które były w papierowych woreczkach.

Zostali jeszcze sąsiedzi, którzy dzisiaj pewnie znów się odezwą…

Powódź opanowana. Mam nadzieję, że to już wszystko, że parkiet przeżyje, że meble nie będą gnić i że będzie w porządku z tymi wszystkimi rzeczami o których nie mam pojęcia.

Podczas gdy panowie hydraulicy opanowywali zlew w kuchni, ja przeglądałam artykuły – straszaki dla przyszłych panien młodych. Zaczynam już powoli ograniczać się z tłustymi rzeczami. W pracy mówią, że schudłam i mówią to takim tonem jak by to było coś złego. Może taki ton bierze się z tego, że mówią to kobiety.  Ale wycieczka po suknię ślubną powinna się już rozpocząć, a nie chciałabym za dużo później chudnąć do sukienki. Sukienka jest dla mnie, a nie ja dla niej. Ponadto, przeczytałam kilka artykułów o mieszkaniu przed ślubem. Jest to sprawa, której ja trochę żałuję, bo z T. mieszkamy razem właściwie od początku trwania naszego związku, nie licząc Anglii. Nie wiem czy wiele przez to tracimy. Może i za dużo już o sobie wiemy, ale  z drugiej strony On mnie już nie zaskoczy. Wiem, że potrafi się przy mnie zachować, dba o swoją higienę i porządek wokół siebie. Z tego powodu nie dostanę depresji po ślubie, z pewnością nie. Czytałam, że wspólne mieszkanie przed ślubem sprzyja późniejszym wczesnym rozwodom, ale czemu mam się tego bać, skoro rozwód dla mnie nie istnieje? Wiem, że lubię z Nim mieszkać. Poza tym, żyjemy trochę po studencku razem z moimi braćmi. Nie angażujemy się specjalnie w życie tego mieszkania, nie kupujemy tu ozdób, nie ustawiamy niczego po swojemu, jesteśmy trochę takimi gośćmi. Myślę, że wprowadzenie się do naszego prawdziwego mieszkania będzie i tak dla nas wielką przygodą i odkrywaniem siebie. Przynajmniej mam taką nadziaję. Dodatkowo, my od zawsze też jesteśmy zaręczeni, to od początku był wybuch wielkiego uczucia, więc wspólne mieszkanie nie było powodem, dla którego mielibyśmy przekładać inne poważne decyzje, bo o tym też czytałam.

Do ślubu już równo pół roku. Jeszcze tak dużo spraw przed nami. Tak niesamowicie fajnych i miłych spraw.  Nawet powódź nie jest straszna :)

On.

Polecany

Myślę o Nim od rana. Nie pamiętam nawet jak wstawał i wychodził do pracy. Zawsze gdy tak się dzieje, zrywam się nagle przestraszona i próbuję spokojnie zebrać myśli i poukładać je w całość. Tak, boję się tego, że ludzie odchodzą od zawsze. Mam wrażenie, że od tego momentu, w którym jako mała dziewczynka byłam zostawiona w szpitalu bez możliwości odwiedzin. Znajoma pielęgniarka opowiadała, że płakałam cały czas i przestawałam tylko wtedy gdy słyszałam kroki zbliżające się w moją stronę. Szczerze tego nie pamiętam, ale tak rozumiem swój strach przed odchodzeniem ludzi. Zawsze, gdy ktoś wychodzi z mieszkania i zamyka drzwi odczuwam lekki niepokój. Może nawet bym tego nie zauważyła gdyby nie to, że jestem tego bardzo świadoma. Gdy T. na początku naszego związku wylatywał do Anglii i zamknął za sobą drzwi świat runął mi po raz drugi. Gdy po trzech miesiącach wszedł przez te drzwi z powrotem, czułam się jak spłoszone zwierzątko, patrząc na ukochaną twarz, która jednak mnie zostawiła na tyle czasu.

On zabrał mi wszystkie wspomnienia, których nie chciałam mieć. W nocy nie mogłam spać i czułam tylko cichą wdzięczność za to, że jest.

Przy Nim poczułam się najpiękniejszą kobietą świata, bez żadnych kompleksów. Nawet jeśli się pojawią, to na moment, póki nie przyjdzie i nie spojrzy na mnie. Od ponad 2 lat codziennie gdy się ubieram rano i przebieram w nocy w piżamę patrzy na mnie z podziwem i wiem, że nikt inny by mnie tak nie uwielbiał.

Ja sama nikogo innego bym tak nie umiała pokochać. Jest przepełniony idealnymi wadami, które codziennie uczę się kochać od nowa.

Jeśli nie On, to nikt…

 

Przeszłość.

Polecany

Zmęczenie wkradło się do mojego życia szybciej niż myślałam. Dawno nie miałam już tak, że zasypiałam na filmie i przez jakieś kilka sekund po zamknięciu oczu miałam już sny. To już do mnie wraca. Wróciła lawina obowiązków. Cóż, nie jest cudownie, ale nie jest też najgorzej, fizycznie jest bardzo w porządku. Może to zmiana diety? Staram się o wiele bardziej kupować zdrowsze produkty i nawet dziwi mnie to, że wcale nie wydaje więcej pieniędzy.

Zaszalaliśmy z T. i kupiliśmy sobie gry w empiku.  Miłe rozwiązanie na zimowe wieczory, póki jeszcze takie są. Fajnie jest sobie zbierać króliki, krówki, koniki i owieczki, kupować ziemię i chronić zwierzątka przed złym lisem i wielkiem! :)

Wczoraj dostałam dziwny telefon. Zadzwonił do mnie ktoś z kim od 4, albo 5 lat się nie spotykam, nawet nie pamiętam dokładnie. Dobrze wiedział, że jestem przed ślubem. Powiedział mi, że mało czasu mi zostało, że chce się spotkać, pogadać, chciałby wyjaśnić dlaczego się nie odezwałam, dlaczego go tak zostawiłam, po co było to wszystko. Co najgorsze, próbował mi wcisnąć, że mogę kiedyś załować, że wyszłam za nieodpowiednią osobę i wracać do tego co było… dla mnie właściwie niczego nie było… Może okrutnie to zabrzmiało, ale tak jest. Dostałam jeszcze do ucha dość delikatnie sformułowane pretensje, że przeze mnie teraz wiele kobiet cierpi, bo on nie potrafi sobie ułożyć życia, że chce się spotkać, bo boi się, ze nigdy nie będzie umiał normalnie żyć.

Byłam zdenerwowana, głos mi się łamał, ale nie z jego powodu. Obok mnie siedział T. i nie wiedział co się dzieje. Było mi przykro, że do naszego spokojnego życia ktoś próbuje wtargnąć. Czułam się troszkę odpowiedzialna za to, że nie jest SPOKOJNIE. Akurat u nas w związku brakuje tego typu kwasów i wydaje mi się, że oboje chronimy się od wpływów zewnętrznych, że tak to dziwnie nazwę, ale  każdy chyba wie o co chodzi.

Tak czy siak, odpowiedziałam tamtemu z telefonu, że nie umiem mu nic wytłumaczyć. Stwierdziłam, że według mnie nie wszystkie sprawy zasługują na wyjaśnienia. Bo taka prawda, są sprawy i ludzie ważni, ale są i tacy, którzy znikają z życia i nie mogą nagle po latach oczekiwać wyjaśnień. Był na to czas. Ja bardzo nie lubię wracać do przeszłości, bo dość często ją zamykałam i to na dobre, ze wszystkimi konsekwencjami, dla mnie nie istnieją powroty. Już nie. Życie się zmienia, szanuję to i podporządkowuję się temu. Za pół roku wychodzę za mąż, za miłość mojego życia. Jak on sobie wyobraża, że wychodzę z nim na kawę i rozmawiam o tym, co było między nami lata temu?? Powiedziałam mu, że nie ma to sensu, że musi skończyć się nad tym zastanawiać i normalnie żyć… Te spotkanie i tak by dla mnie nic nie znaczyło, ale jestem odpowiedzialna za uczucia mojego mężczyzny. Moja osobista moralność by nie pozwoliła mi pójść.

Na koniec poinformował mnie, że nie będzie już się do mnie odzywał, że co prawda mieszka teraz obok miejsca mojej pracy, ale nie będzie do mnie przychodził. Domyślam się po co mi o tym powiedział, ale przecież nie wywoła we mnie żadnych emocji, nawet jeśli przyjdzie i zrobi to oczywiście specjalnie.

Nie jestem już tą samą osobę. Powiedziałam mu nawet, że już nie pamiętam samej siebie z tych lat. Musiałabym wręcz obgadywać kogoś kogo nie znam, Martę, lat 20 czy jakoś tak ;) Nawet nie pamiętam kiedy to dokładnie było.

Koniec myślenia na ten temat. Dziwny telefon. Nic się nie zmieniło. Ślubu nadal jestem pewna w 100 % ;)

Powrót do codzienności…

Polecany

Już jutro wielki powrót do rzeczywistości. T. dzisiaj 9 godzin w pracy, Muppety jeszcze nie wróciły więc kolejny dzień w cichym mieszkaniu. Książki leżą już przygotowane, ostatni taki dzień, gdzie pozwolę sobie na nie bez wyrzutów sumienia, że w tym czasie mogłam zrobić coś bardziej pożytecznego.

Jestem wypoczęta, przede wszystkim psychicznie. Mam siły na kolejne małe bitwy z codziennością.  Moje nastawienie też mi pomaga. Wiem, że do niczego nie będę sie zmuszała. Jeśli praca będzie mnie za bardzo pochłaniała i psychicznie dołowała, to składam wypowiedzenie, tym razem nikt mnie nie powstrzyma. Nie oszukujmy się, jeśli ktoś nie uważa się za zagubioną królewnę z niewiadomego królestwa, to praca jakoś się znajduje.

Kupiłam wczoraj zielone jabłka, truskawki i borówki. Luksus. To i tak równowartość chipsów, którymi się zażeramy wieczorami. Przyszła para młoda musi się ogarnąć ze swoimi nawykami żywnościowymi. T. chociaż zaczął chodzić na piłkę, a ja dalej nic…

 

miłość i nie.

Polecany

Kończy się mój czas uropu. Mojego wielkiego urlopu. Żadna praca, żadna uczelnia, tylko kilka problemów, które w sumie same się rozwiązują, bo jedynym lekarstwem okazał się czas. Albo obojętność i zamknięcie się w mieszkaniu z jedną jedyną, najukochańszą osobą.

Za chwilę świat wróci do normy, czas się zmieni, dzień i noc będą już zupełnie inaczej wyglądały. Powrót do pracy, którą znienawidziłam, a wszystko wskazuje na to, że będzie tylko gorzej. Jedynym plusem okazał się niedawno telefon informujący o dość znaczącej jak na tę pracę podwyżce. Nic specjalnego.

Powrót na uczelnię nie wydaje się być taki zły – zajęcia w poniedziałek i wtorek. Gorzej z nazwiskami wykładowców. Trudno, do przejścia…

Jestem tak miło wypoczęta, mam wypoczęte oczy, ciężko będzie mi się z tym rozstawać. Wrócą Muppety do mieszkania. Miło było spędzać 15 minut dziennie na ogarnięciu mieszkania zamiast 5 godzin na doprowadzaniu go do stanu znośnego.

Niestety, czas wrócić do obowiązków. Czas najwyższy również spotkać się z florystą, zacząć poszukiwania sukni ślubnej. Zaraz skończy się luty, a my stoimy w miejscu. Zaczynam mieć koszmary związane ze ślubem i weselem. Zaczynam martwić się o zespół, który wybraliśmy, o salę, o pieniądze. Brak ludzkich pretensji i ich dąsania się na wszystko oraz idiotyczne ocenianie wszystkiego to tylko moje wielkie, niemożliwe do spełnienia marzenie. Swoją drogą, jak bardzo puste jest krytykowanie wszystkiego, tylko dlatego żeby ktoś poczuł, że marnuje pieniądze na wesele, żeby choć troszeczkę zepsuć komuś jego wielki dzień. Niedoczekanie…

Ostatnio dość często ludzie mówią mi o tym jak bardzo ślub jest dla nich zbędny, że nie warto, że tyle rozwodów, bla bla bla.. Nawet chciałam poruszyć ten temat na blogu, ale stwierdziłam, że to bez sensu. To jak oglądać piękne widoki i chwalić je przed okaleczonym ślepcem. Może tylko wydaje mi się, że wiem o czym mówię, ale przeszłam przez nieudane związki, przez sztuczne związki i może dlatego łatwo mi rozpoznać w innych siebie z przeszłości. Ideologie dopasowujemy do swojego tyłka. Chociaż z drugiej strony, „sprzeczki” podczas tych rozmów utwierdziły mnie w tym, że wiem co robię, a także pokazały, że ludzie, którzy kiedyś potrafili walczyć o swoje szczęście i byli nawet zdeterminowani w dążeniu do niego, dzisiaj czekając na najgorsze doprowadzają do spełnienia swoich najczarniejszych wizji.

Na koniec polecę tylko film.

 

Biblioteka i porządki.

Polecany

W bibliotece czuję się mądrzejsza niż jestem. I odnoszę wrażenie, że ludzie, którzy w niej przesiadują (jak zwykle w większej części jej gośćmi są obcokrajowcy) również tak mają. Albo i są tak inteligentni jak wyglądają, inteligentnie się ubierają, noszą okulary i inteligentne ciuchy. W bibliotece panuje inteligentna moda! ;) Szczerze nie lubię tego klimatu i z wielką ulgą wychodzę na ulicę, jadę najbardziej patologicznym tramwajem w mieście do domu. Zastanawia mnie w tym momencie czy tu nie chodzi o jakąś smutną przynależność, ale proszę o przeczytanie tego wpisu z przymrużeniem oka. Jest mi bardzo dobrze w moim skromnym życiu. Wczoraj przez kilka godzin sprzątałam mieszkanie. Na weekend byliśmy z T. u moich Rodziców na 25. rocznicy ich Ślubu i Muppety (moje rodzeństwo płci męskiej) byli w nim sami. Za dłuugo byli sami.  Za to dzisiaj mam przewspaniały humor. Mogliśmy z T. zjeść kolację i śniadanie przy stole, przy czystym stole, zupełnie jak cywilizowani ludzie. Łazienka nie zarasta stosem ręczników, a w mieszkaniu brakuje standardowego zapachu rozkładającego się „chińczyka” (celowo tak to napisałam, bo czasami różnie można ten zapach zinterpretować).

Jest czyściutko i okazuje się, że niewiele mi do szczęścia trzeba.

Chyba, że to wyjście na kręgle dodaje mi więcej energii.  Albo wszystko  to, co się ostatnio zdarza.  Po każdej burzy przychodzi słońce.  Trzeba  trochę częściej o tym pamiętać podczas tej burzy…

 

Polecany

Może nie bardzo mam pomysł na notkę, ale ostatnio tylko marudziłam, więc czuję sie zobligowana do próby napisania krótkiego wytłumaczenia swoich treści. Muszę też koniecznie napisać, że jest mi już dużo lepiej. Domowe sposoby, no dobra, trochę też wyjęte z niepotrzebnych uczelnianych książek doprowadziły mnie do spokoju wewnętrznego.

Z początku myślałam, że to moja kolejna faza na zmiany. Ale nie, patrząc dzisiaj w lustro widzę w swoich oczach te same myśli, takie same spojrzenie na świat. Tylko bardziej uśmiechnięte.

Ostatnio bardzo zawodziłam się na ludziach, dodatkowo na pracy, na szkole, na rodzinie… Straciłam swój plan na życie, straciłam pewność co do tego co robić w przyszłości, z kim trzymać, komu mogę ufać.  Dookoła mnie porodziło się za dużo pretensji, za dużo wymagań, za mało docenienia. Może przesadzam, może chciałam zrobić z siebie jakąś pieprzoną gwiazdę, ale… to już w sumie nieważne, nie mam już „ale”…

Łóżko (przyjaciel od kłopotów) przeżyło ze mną ostatnio dziwne chwile. To były ciekawe chwile głębokiej ciszy, dużo myśli, może za dużo.

Coś w tym jest, że ludzie z nudy popadają w deprechy. Nie można mieć zbyt wiele czasu na myślenie, bo niektórych to dobija. Moim zdaniem człowiekowi w dziesiejszych czasach ciężko jest myśleć, zagłębiać się w jakieś niecodzienne sprawy. W ogóle ciężko się na chwilę zatrzymać, poodychać na spokojnie. Z oddychaniem też miałam problem. Prowadząc ostatnio rozmowy (raczej nieliczne), dostawałam zadyszki.

Dzisiaj jest mi dobrze, spokojnie. Cisza mnie zgubiła, ale i cisza mnie uratowała. Wiele sobie poukładałam, podjęłam decyzje, które wisiały nade mną od kilku miesięcy. To będzie tylko moja tajemnica, ale zmieniłam zdanie do dwóch bardzo istotnych spraw w moim życiu i jestem z tego bardzo zadowolona.

Jest mi dobrze. Lampki świąteczne nad naszym łóżkiem już prawie krzyczą, że trzeba je zdjąć, ale wciąż jest mi ciężko to zrobić…

Jestem pod wrażeniem, że niektórzy od lat czytają mojego bloga, te wszystkie moje krzywe fazy, radochy z byle czego, smutki, żale… To dziwne, ale miłe.

 

Polecany

Potrzebuję wyjazdu. Szkoda, że jest zima i zwiedzanie lasu i gór wydaje mi się głupie. Potrzebuję krótkich spodenek, bardzo lekkich, płaskich butów, koszulki i żadnej biżuterii. Potrzebuję ściąć swoje długie włosy na zupełnie krótkie i zgubić 5 kg żeby latać. Niezrozumienie goni niezrozumienie, ale coś już we mnie pęka. Wisi mi już… Ile można o coś walczyć, prosić, a nawet BŁAGAĆ. Obojętność rodzi obojętność, a czasami jej dzieci są jeszcze gorsze… Ktoś mi kiedyś powiedział, że jesteśmy tylko żywymi lustrami i w końcu powoli to rozumiem. Nie musisz nic nie robić, nie musisz się starać, nie musisz się zmieniać. Tylko pamiętaj, że musisz wtedy patrzeć na drugiego człowieka jak na te lustro. I pamiętaj, że czasami jesteś brzydszy niż ci się wydaje. Ja osobiście odkładam broń. Nie mam zamiaru już o nic i nikogo walczyć. Ostatnie wydarzenia powodują ostre bóle głowy w nocy, a wczoraj przez kilka godzin nie mogłam spać przez serce. Przepraszam, ale od teraz muszę zająć się tylko sobą. Jeszcze jedna pretensja i problem i wybuchnę… złością albo śmiechem. Nie mam zamiaru się już nikim przejmować. Wyczerpał się mój limit. Nie wiem na jaki czas.  Obojętne mi jest co ludzie wokół mnie teraz będą z tym robić. Mogą się zupełnie zmienić na nowych. To i tak się ciągle dzieje. Przywyknę.

Polecany

kiedy znikają wszyscy ludzie. kiedy nie znajduję nigdzie zrozumienia. kiedy płaczę, a inni się śmieją. dobrze bawią. kiedy czuję najgorszą pustkę z możliwych. kiedy nie mam już nic. wtedy zawsze jest Muzyka. i WKURWIAJĄ mnie ci, którzy się dziwią, że to ona jest u mnie na pierwszym miejscu.

kiedy jesteście wy wszyscy, gdy jest Ona?

 

Sny.

Polecany

Mam ostatnio przedziwne sny. Śnią mi się same katastrofy, potwory, dziwne światy. Dzisiaj śniła mi się zagłada, ludzie padali jak muchy przebywając na świeżym powietrzu, poza swoimi domami. Byłam w mieszkaniu mojej Babci z zupełnie obcymi mi osobami, samymi kobietami i mężczyzną. Mężczyzna był mężem jednej z kobiet. Przez okno patrzyłam jak ludzie będący na zewnątrz znikali tworząc świecący piasek. Później podano w radiu, że zginęli prawie wszyscy mieszkańcy ziemi. Nagle radio ucichło i do mieszkania wpadł człowiek i powiedział, że jesteśmy ostatnimi ludźmi, którzy przeżyli i nagle się rozsypał. W mieszkaniu zaczęła się walka o mężczyznę, każda chciała mieć z nim dziecko. W sumie to oczywiste, bo przecież trzeba tworzyć świat od początku. Później zobaczyłam jak jego żona płacze cicho leżąc na podłodze i postanowiłam uciec. Wyszłam na dwór i zaczęłam biec, bardzo chciałam się zmienić w piasek, ale tak się nie stało. Nagle POCZUŁAM (dosłownie) lato na ciele, promienie słońca i ciepły, kojący wiatr. Przed moimi oczami pojawiło się piękne miasto z olbrzymami, którzy przypominali ludzi. Jeden z nich spadł prawie na mnie przewracając się na ziemię. Zaczęłam udawać dziecko, małą dziewczynkę, żeby tylko nie zrobił mi krzywdy i zaczęłam z nim rozmawiać. Bardzo mnie polubił. Okazało się, że jest królem tej krainy i uczynił mnie księżniczką, swoją córką. Pamiętam później jak spacerowałam w pięknym parku i miałam śliczną, lekką suknię w kwiaty. Pamiętam, że czułam się cudownie.

A potem obudziłam się z okropnym bólem głowy, później poczułam krew w ustach, poszłam wypluć do umywalki i dostałam krwotoku z nosa. Nici z biblioteki. Pojadę tylko po wpis i zrobię zakupy bogate w wartości odżywcze.  I znów będę się czuć bezużyteczna. Ciekawe czy dostanę gdzieś brokuły?

 

Polecany

Odpoczynek. To znaczy można tak to nazwać, bo moje urlopy nigdy nie były wypoczynkowe. Od kilku lat nie miałam urlopu, który polegał na odpoczywaniu. Dlatego staram się w każdym dniu znaleźć coś miłego dla siebie. Na szczęście kocham gotowanie, bo dziś moim odpoczynkiem są naleśniki à la Hortobágy i ciasto Maxi King ;).

Byłam na totalnym wyczerpaniu psychicznym. Gdybym nie dostała urlopu to musiałabym odwiedzić szpital psychiatryczny. Nawet nie mam siły pisać co się działo, a może nawet nie chcę wyciągać tego na wierzch, ale pewnego dnia powiedziałam do T., że to, że między nami jest dobrze ratuje mi życie, że gdyby nam się teraz coś posypało to poszłabym skoczyć z mostu. Ale kilka dni temu poszły z oczu łzy wyczerpania i to oznaka zbliżającego się oczyszczenia. Zabunkrowałam się w mieszkaniu i uczę się pilnie, zaraz będę pisać pracę magisterską, kontaktuję się tylko i wyłącznie z ludźmi, którzy chcą mojego dobra i mam w końcu mojego T. Odpoczywam w ten właśnie sposób. To nie jest jakaś eksluzywna wycieczka do ciepłych krajów jak się chyba innym wydaje, ale moja głowa w końcu oddycha spokojnie.

Ślub coraz bliżej. Chciałabym o nim marzyć, ale przez ostatnie dni nawet nie umiałam, nawet myślałam nad odwołaniem wesela. Ale zamknięta w mieszkaniu czuję się lepiej… Nie jestem sama, ale mogę sobie wybrać kto w nim jest razem ze mną…

Dorosłość nauczyła mnie znaczenia słowo „bezsilność”. Bezsilność jest wtedy, gdy w Twoim życiu pojawiają się ludzie i sytuacje, która powodują tak wielki wewnętrzny ból, że nie możesz ruszyć się z łóżka, nie możesz też ruszyć nogą i ręką, a temu wszystkiemu towarzyszy nieznośny ból głowy, a jedzenie już nie do końca jest smaczne. Straszna bezsilność rodzi się wtedy, gdy wszyscy nieżyczliwi ludzie i niemiłe sytuacje kumulują się w stresowych momentach w Twoim życiu tworząc tak ogromny kamień, że musisz go puścić, bo nie wytrzymasz i nie obchodzi Cię już nawet, że na kogoś spadnie i zrobi komuś krzywdę… Chcesz tylko przetrwać. I chcesz żeby przetrwali z Tobą ludzie, którzy ZAWSZE tworzą z Tobą zgraną drużynę, reszta nie ma znaczenia.

A potem przychodzi Obojętność. Lekarstwo na chorobę  Bezsilności.

o samotności.

Polecany

Czuję się źle, jest mi źle, niedobrze i źle. I nie, nie mam okresu, ani napięcia. Przyzwyczaiłam się do tego, że bardzo często kiedy jest mi źle, albo smutno to jakiś ułomny facet pyta czy mam okres. Tak więc z moją sprawą fizyczną jest nawet spoko, tylko psycha siada. Czuję się zmęczona, niedoceniona, brakuje mi kilku słów od bliskich osób, miłych gestów. Coś we mnie pęka. Czuję jakąś zmowę ludzi, ciągłe pretensje, ciągle coś nie tak! Obiad dobry, ale za mało kolorowy, zupa dobra, ale za mało wody, w pracy za mało robię na podwyżkę, durny anonim na facebooku, głupia konsultantka z playa z debilnym głosem z pretensjami, za dużo przeklinam… Oczywiście, że przeklinam, a teraz nawet płaczę, bo mam dość.

Najgorzej, że czuję, że robię dużo, ale widzę to tylko ja… Nie wiem, może to inni mają rację, ale dzisiaj opadam już z sił z tego nieróbstwa. Dawno nie usłyszałam słowa „dziękuję”, nawet za pół dnia spędzonego przy garach.

Wszyscy się na mnie obrażają, gdy próbuję być szczera, mówić o tym, co mnie boli.

Mam Ciebie troszkę dość, moje życie, w tym właśnie momencie. Nie fundujesz mi przyjaznych ludzi, odpoczynku i wdzięczności.

Jadąc autobusem z uczelni, włączyłam The Who i marzyłam o tym, że jestem zupełnie w innym świecie, z innymi ludźmi, w innym otoczeniu przyrody… Po  20 minutach próbowałam wejść pod górkę z ciężkimi zakupami. Odłożyłam torbę w mieszkaniu i zwyczajnie zaczęłam płakać.

I to nie okres! Jestem człowiekiem, który ma uczucia i czasami dość wszystkiego. Niezrozumienie rodzi przeogromną samotność, która pochłania człowieka tak bardzo, że na chwilę umiera. Ja dzisiaj muszę sobie na chwilkę umrzeć. A puste mieszkanie to mój przyjaciel, taki o którym do końca świata będę już zawsze tylko marzyć…

 

na nowy rok.

Polecany

2013. Czekałam na ten rok.

Sylwester. Nawet ciężko mi napisać jak było. Po ciężkim dniu w robocie szybko się zrobiłam. Poszło za dużo wódki, za mało jedzenia. Było mi bardzo miło, że dziewczyny pomogły mi z jedzeniem, szkoda, że ludzie tak mało jedli. T. opadł po 24., było mi przykro, że zostawia mnie i idzie spać i z tego powodu piłam jeszcze więcej. Skończyliśmy o 6 nad ranem, o 8:00 kuzyn zrobił nam wszystkim pobudkę z muzyką.  Dziewczyny, podczas mojego snu posprzątały całe mieszkanie (!). Było miło, może za dużo alkoholu, moje zmęczenie dodatkowo sprawiło, że chyba nie potrafiłam być dobrym gospodarzem. Brakowało mi rozmów, brakowało mi gier, które były zaplanowane. Ale zresetowałam się solidnie po 2012 roku, może tego mi było trzeba. Ale pamiętam dużo śmiechu, dużo dobrej muzyki (Kazik i Nosowska o 5 nad ranem na cały regulator), sami pozytywni ludzie. 1 stycznia nie istniał. W naszym mieszkaniu powstał szpital, nawet o 21.00 nie miałam sił zadzwonić do Rodziców z życzeniami. Ciężko mi było uwierzyć, że można wypić tyle wódki i przeżyć. Patologia na maksa. Ale czasami jest na to potrzeba. To był ciężki rok dla mnie, miły, ale ciężki.

Ale za rok chcę czegoś innego.

Styczeń. Nienawidzę stycznia. Dzisiaj siedzę z książkami (tymi obowiązkowymi). Wieczorem chciałabym spędzić miło czas z T. Miła kolacja z winkiem (małą jego ilością),a  potem film z Hepburn. Wczoraj olewałam go cały dzień przez kaca i złość, ale stęskniłam się już bardzo…

 

Szczęśliwego Nowego Roku!

Bez rękoczynów.

Polecany

Ostatnio często słyszę, że zbyt bardzo chcę mieć wszystko pod kontrolą, że za dużo planuję, wszystko musi u mnie chodzić jak w zegarku, nie znoszę sprzeciwu. Ależ ja znoszę sprzeciw, wręcz go uwielbiam. Sprawia on, że zastanawiam się nad sobą (często na uczelni, na nudnych zajęciach), chcę się zmieniać. Uważam, że jak najbardziej konflikty czynią z nas lepszych ludzi, gdy już opadnie cały kurz i można pozbierać wyrwane włosy, bo czemu ich nie wyrywać?

Oczywiście, że analizowałam te słowa na milion sposobów i doszłam najdłuższą drogą do czegoś, co jest oczywiste jak drut, którego nikt nie poskręcał. Oczywiście, że planuję! Oczywiście, że muszę  to robić! (żałuję, że musiałam za to przepraszać). Jako, że uważam, że prawie wszystko ma swój początek w naszym dzieciństwie, to wróciłam sobie moją małą machiną do podróżowania w czasie do małej M. Gdzieś między szkołą, szkołą muzyczną, lekcjami tańca, kształceniem słuchu, audycjami muzycznymi, chórem, szkołą językową musiałam sobie zaplanować czas na dziecięcą zabawę. Nie mogę, serio!, nie mogę sobie przypomnieć czasu żebym nie obawiała się, że z czymś nie zdążę, że coś pójdzie nie tak. Niedawno byłam w tej samej szkole muzycznej, do której chodziłam, a do której teraz chodzi moja mała Siostra. To zupełnie inna szkoła. Byłam w lekkim szoku, gdy usłyszałam: „jak się pomylicie, to się nic nie stanie”. Ja od swoich nauczycielek słyszałam tylko: „nie możesz się pomylić na koncercie”, „na koncercie musi być idealnie”. Wkurzała mnie ta szkoła, jak wiele innych moich przyjemnych obowiązków, ale powiedziałam sobie szczerze: moje życie od początku jest jakimś planem na coś, nie pamiętam już żeby nim nie było. Dodatkowo: jestem najstarszym dzieckiem swoich rodziców, a to z reguły obowiązkowe dzieci, z wiadomych przyczyn. I rozumiem już brak porozumienia, gdy zwraca mi uwagę osoba, która piastowała u siebie w domu pozycję najmłodszego. Badania pokazują wyraźnie, że to właśnie te najmłodsze „Beniaminki” są bardziej wyluzowane, mniej się stresują i przejmują od pozostałego rodzeństwa. Nie wiem czy słusznie sobie to wszystko poukładałam w głowie, ale jakoś mi z tym lepiej. Ludziom jest łatwo oceniać, mój T. też często uważa, że za bardzo bym chciała wszystkich uszczęśliwiać, że za bardzo się staram. Kurczę, nawet nie wiem czy to jest wada. Staram się, moze nie za bardzo, bo nie sprawia mi to bólu fizycznego ani psychicznego, może mi być jedynie przykro.

Może to też „wina” mojego imienia, które oznaczą panią domu, piastunkę domowego ogniska ;)

Tak czy siak, ja lubię siebie, nie jestem olewakiem, to prawda. Chyba, że ktoś mi mocno wejdzie za skórę, to sorry, zrobię z tego człowieka powietrze.

Planuję, powinnam być organizatorką czegokolwiek, wtedy usłyszałabym pewnie coś miłego na swój temat.

A przemyślenia, nawet głupie, lubię zapisywać. Lepiej się z nimi oswajam. Zwłaszcza gdy są nowe i lekko szokują, bo przecież to całe moje życie, a ktoś nagle po tylu latach zwraca mi uwagę. ;)

P.S. Cieszę się, że mój Przyszły Mąż nie żałuję mi pieniędzy na książki!

bez tytułu.

Polecany

Jestem zmęczona pracą. A zwłaszcza mam dość wstawania w nocy i tego, że pierwsza wydeptuję dróżkę w śniegu. Co z tego, że wcześnie zaczynam, jak i tak w domu jestem najwcześniej 17, 18… Boli łeb i nie ma się siły na cokolwiek. Zjadłam 4 kostki czekolady, o 4 kostki za dużo jak na swoje samopoczucie (po czekoladzie chce mi się spać!).

Głupia bardzo byłam, że słuchałam wszystkich, że do ślubu tak dużo czasu jeszcze. Ledwo udało nam się zarezerwować wybranego fotografa, a co gorsza ledwo co kościół! Do wyboru mieliśmy godzinę 14, albo 19. Wybraliśmy 3 – dniowe wesele ;), szkoda tej góry kasy na wesele od 21. Byliśmy też u florysty. Po nowym roku mam już określić kolorystykę i wybrać zdjęcia bukietu. A ślub dopiero we wrześniu. Po tych wszystkich załatwianiach zarezerwowałam już wizażystkę. Zrobiło się intensywniej, a praca magisterska wciąż ze mnie kpi.

Kolorowe światełka w pokoju przypominają o świętach, bo w tym roku ciężko mi się wczuć w całą tą atmosferę. Może z powodu ciągłego oszczędzania kasy, na wszystko szkoda ją wydawać. Połowę prezentów już mamy. Została najtrudniejsza część – ojcowska. No i coś dla T.

Muszę zaplanować więcej czasu na uczelnię, na pisanie pracy… Stanowczo więcej tego czasu mi trzeba. Właśnie dotarło do mnie, że mamy już grudzień.

Jestem zmęczona, piszę o byle czym. Lepiej iść spać. Dobranoc.

 

z głowy. z pamięci

Polecany

Mam świadomość tego, że mogłabym być teraz w miejscach piękniejszych i lepszych.

Szczecin. Nigdy nie chciałam tu mieszkać. Wiem, że mogłam wybrać inaczej, mogłam wybrać kogoś innego. Bóg dał mi urodę, za którą jestem wdzięczna mimo wszystko. Mimo wszystko, bo myślę, że mądra kobieta nigdy nie jest z siebie zadowolona do końca. Pewnie, że pomogało mi to i utrudniało kontakty ludzkie. Przy okazji dostałam też w darze trochę za duże serce, które przez wiele lat wyróżniało się swoją naiwnością. Czasami mam wrażenie, że nikt na świecie nie kocha tak jak ja. Nie wiem czy to oznaka pyszności, bo przyniosło mi to również wiele cierpienia, im wyżej wzlatujemy tym boleśniejszy będzie upadek, który zawsze może nastąpić. Ludzie dostali nogi by mocno stąpać po ziemi, bujanie w obłokach to tylko zwykłe halucynacje dla głowy, posiadaczy wybujałej wyobraźni. Pod tym też się podpisuję.

Nie jestem też głupia. Totalnie nie ogarniam matematyki. Nie uważam się również za humanistkę tylko dlatego, że jestem idealnym przykładem analfabetyzmu matematycznego. Ale wiem, że jestem mądra. Jestem i koniec. Najmądrzejsza osoba, jaką znam i od zawsze podziwiam powiedziała mi całkiem niedawno, że chciałaby mieć moje myślenie gdy miała tyle lat, co ja. To kwestia autorytetu (praca magisterska się kłania) i to mi wystarczy. Mój przyszły mąż uważa, ze jestem najmądrzejszą osobą jaką zna i to znaczy, że rosnę coraz wyżej.

Moja głowa jest czysta, wierna sobie, nie ufam do końca nauce, może tutaj przejawia się moja głupota. Chcę od życia głównie miłości i muzyki. Kocham książki i film, po to żeby przeżywać życie na milion sposobów, przenosić się tam gdzie mi się podoba, wykorzystywać przestrzeń.

Mam dobre serce dla ludzi i zwierząt, mam duszę romantyczki, kocham gotować i jeszcze bardziej kocham piec. Ładnie się ubieram, ładnie pachnę, dbam o skórę, włosy.

Nie boję się pracy, mimo warunków w jakich wzrastałam. Nie boję się niczego…

DLACZEGO WIĘC MAM BAĆ SIĘ ZDRADY?! Ja, wartościowa osoba wybrałam równie wartościową osobę. Kto niby ma być lepszy? Kto niby będzie mądrzejszy od osoby, która jest przy mnie zawsze? Czyje ręce będą cieplejsze, od tych, które są przy najważniejszych momentach mojego życia i trzymają mocno moje własne dłonie, gdy jest mi źle?

Im bliżej ślubu, tym więcej pytań z zewnątrz typu „jesteś pewna? gotowa?”, „zobacz ile rozwodów, zdrad”.

Ludzie, błagam Was! Zmieńcie partnerów na takich, przy których będziecie mieć tą pewność co ja.

Jestem na tyle wartościowa, że wiem, że mogłabym być dziś wszędzie. Jestem na tyle mądra, że jestem właśnie tutaj, z tym człowiekiem.

I będę dziękować Bogu za to aż do ostatniego dnia. Miłość się wie. Z miłości się nie wątpi.

 

Priorytety.

Polecany

Zaczynam lubić moje koleżanki z roku. Dzisiaj dla odmiany było bardzo sympatycznie i zabawnie. Lubię zwłaszcza jedną, której mogę pożyczać swoje książki i na dodatek bardzo jej się podobają.

Znów czuję, że nie mam na nic czasu. Praca magisterska ciągle ze mnie drwi, a mnie boli głowa. Nie mam czasu na nią, ale szczerze to również mi się straszliwie nie chce pisać coś, co jest absolutnie niepotrzebne, a co kradnie tak wiele czasu, że aż powinno się tego zakazać z powodu grzechu marnotrawstwa!

Wkrótce wyjazd do Domu na całe 3 dni! W końcu uda nam się odwiedzić Dziadków, spędzę trochę czasu z Rodzicami. Coraz rzadziej jeżdżę do Domu, a tak na całe 3 dni to nie byłam bardzo dawno.

Jestem trochę zmęczona, ale bardzo pozytywnie nastawiona do świata i ludzi. Lubię swoje życie, lubię to, ze się zmieniło, że zmienili się ludzie, otoczenie, priorytety, moje własne myślenie, uczucia. Może to dorosłość? Może w końcu odnalazłam siebie? W końcu wokół mnie są ludzie, którzy chcą mojego dobra, którzy lubią gdy ja się czuję szczęśliwa, a to jest dla mnie nowość. Ciągle podejmuję nowe decyzje, ale myślę, że nastał czas spokoju i unormowania wszystkiego. Znalazłam samą siebie. To musi być źródło mojego szczęścia. Dobrze jest być sobą.

Z moich ulubionych ślubnych spraw czeka nas rezerwacja fotografa i kamerzysty. Znalazłam też cudowną stronę z dodatkami ślubnymi i zakochałam się w zaproszeniach i winietkach na stół i alkohol. Napisałam dziś do nich maila, ale jeszcze nie dostałam odpowiedzi. Jestem ciekawa ile wyjdzie za takie cuda, ale miło jest móc sobie zaprojetkować całe zaproszenia.  Cieszy mnie to, że z T. jesteśmy póki co bardzo zgodni w przygotowaniach. Najgorsza wizja dla mnie to kłócić się z Narzeczonym o Nasz wspólny Ślub! Cieszy mnie też to, że On szuka ze mną i sam fakt tego, że już rozglądamy się za zaproszeniami. Wiem, ze do września jest tak daleko, ale już mam w głowie tyle pomysłów, które są już właściwie planami, że to musi być idealny dzień.

Teraz mogę wziąć się za naukę, już nie mam nawet gdzie pościemniać… ;)

Paradise.

Polecany

„Kiedy była jeszcze dziewczynką,
Spodziewała się takiego świata.
Ale on wymknął się jej z rąk,
Więc uciekała w sny.
I śniła o raju, raju, raju
Raju, raju, raju
Raju, raju, raju
Za każdym razem, gdy zamykała oczy.”

 

na szybko.

Polecany

Oczyszczająca atmosfera. Rozmowa daje bardzo dużo, pozwala spojrzeć na pewne sprawy inaczej i daje szanse zmienić rzeczywistość, która jest do bólu subiektywna…
Inaczej czytaj, że wszystko wraca do normy, albo nawet lepiej? Dużo ciszy, ale to delikatne sprawy rodzinne, a rodzina najważniejsza. Szczerość to podstawa, ale nadal uważam, że nie każdy na nią zasługuje. Ale rodzina to rodzina.

No i dużo zmęczenia. Bywało ciężej, ale może to ta pogoda, że ciągle bym spała i często robi się smutno.

Z T. więcej wychodzimy z domu, niczym na złość pogodzie. Ale jednak te wieczory pod kołdrą z jedzeniem i filmem to coś o czym marzę codziennie w pracy.

Ponoć robię się poważna jak stara baba. Nie wiem czy to komplement, chyba nie. To czemu mnie cieszy?

krótka modlitwa.

Polecany

zamknij mnie w swojej wielkiej pachnącej Bożej Ręce i już nikomu nie pozwól doprowadzić mnie do płaczu.

i powoli łapię dlaczego ludzie odchodzą. Ty tylko mnie chronisz.

wiesz, że tylko sama jestem bezpieczna.

dobrze wiesz, że ja nie zasługuję na ludzi, a oni na mnie.

czasami tworzysz serce tak wielkie, że w końcu pęka.

łzy jak igły. nooo, ale ile można??!

 

za błędy!

Polecany

Wspaniali Ludzie z Teraz płacą za błędy Ludzi z Przeszłości.

Ludzie z Teraz to nigdy nie będą przyjaciele, bo nie. Skończył się czas Naiwności i mojego własnego poszukiwania, już mi nie zależy. Ludzie nabierają liczbowego znaczenia, spotkanie z jednym człowiekiem daje mi więcej wewnętrznych korzyści niż z innym, powiedzmy jeden ma 10 punktów, a drugi minus 10.

Ludzie są mocno przereklamowani, prawie tak samo jak seks. Wcale nie potrzebuję tych 353 znajomych na facebooku, którzy i tak nie przesłuchają piosenki, którą wrzucę aby się nią podzielić. Nawet pewnie nie zauważą, że powoli ich usuwam z „grona ziomków”. To zwykłe marnowanie czasu, tak samo jak blog, który czasami wydaje mi się użyteczny, ale myślę, że to tylko kwestia przyzwyczajenia. Najpierw miałam bloga, potem Rodzice podłączyli nam Internet.

Chcę się oczyścić ze znajomości, które się mocno postarzały i zachorowały na amnezję. I nie chcę nowych przyjaźni, nie chce mi się już ich sprawdzać. Pewne sprawy umierają śmiercią naturalną, a nam pozostaje się z tym pogodzić i żyć normalnie dalej, choć inaczej.

Przez to wszystko moja lista z gośćmi weselnymi ulega ciągłym przekształceniom, dlatego zajmę się nią dopiero w 2013, w okolicach czerwca.

Muszę się jeszcze przyznać, że jak na ostatni rok studiów robię się dość zdyscyplinowana i zorganizowana. Mimo to, będę musiała się tłumaczyć dziś w pracy dlaczego nie było mnie na zebraniu (w ciągu tygodnia o godzinie 06:00!!!!) i nie pomoże mi to, że dzisiaj pracuje do 1 w nocy (przy dobrych wiatrach), później zarywam nockę i o 7:00 wyjeżdzam na uczelnię.  Czasami się zastanawiam dlaczego niektórzy oddają swoje życie prywatne na rzecz tej pracy i z niechęcią patrzą na tych, którzy po wyjściu  z z niej mają całkiem ułożone życie. Oczywiście znam odpowiedź, ale wciąż mnie to dziwi.

Koniec marudzenia. Musiałam gdzieś to zrobić przed pójściem do pracy.

P.S. Muszę w końcu pójść na basen!!! Może Em. by miała kiedyś chętkę.. ;)

http://www.youtube.com/watch?v=W-BqTpAoljo&feature=related

 

powroty.

Polecany

Skończył się „urlop”. Wszyscy w pracy komentują jak to mi było dobrze i jak musiałam wypocząć przez ten czas. A ja w ogóle nie pamiętam żebym miała jakiś urlop. Nawet nie miałam czasu żeby wejść na bloga. Ostatni miesiąc pamiętam jedynie jako wieczne załatwianie czegoś i planowanie.

Praktyki sobie szybko przeszły, dość męczące ze względu na prowadzących. Nie otrzymałam też żadnego komentarza na swój temat, ale może nawet nie chciałam go uzyskać. Codzienne wstawanie po 6:00 było dość znaczące dla osoby, która żyła zupełnie innym trybem. Dzieci kochane, ale wiecznie płaczące i nie oszukujmy się, są i takie, które do kochanych nie należą, ale czy praktykance można wiele? Nie na swoim terenie i pod kontrolującym okiem. Tak, było dość męcząco. Pewnie inaczej się pracuje, gdy można robić pewne rzeczy po swojemu i nikt nie krytykuje czegoś, co nam wydaje się takie naturalne i oczywiste. Dzieci mnie polubiły, to chyba był mój jedyny cel.

Ciężko było mi wrócić do Szczecina, ale z drugiej strony czuję pewien rodzaj ulgi. Wracam na swoje „stanowiska”, które dobrze znam i odgrywam już na pamięć. Uczelnia trzy razy w tygodniu, nie będzie źle. Martwią mnie tylko zmiany w planie, który kilka razy w ciągu roku musi zostać zmieniony, a ja bardzo potrzebuję pewnej ciągłości w moim życiu. Chociaż prez ten ostatni Inensywny Rok Przed Ślubem.

Jeszcze trudniej było wracać po Ślubach, P. i Em.  Bardzo miłe przeżycia, czasami trudne, ale może dzięki temu intensywniejsze?

W pracy beznadziejnie. Wystarczy zmienić ludzi, aby stworzyć coś do czego nie chce się w ogóle wracać. Wczoraj był mój pierwszy dzień po urlopie i na przywitanie dostałam zmianę 9,5 h. Pociesza mnie tylko myśl, że to tylko ten ostatni rok. Gdy jest mi wyjątkowo źle, myślę o obrączkach, o podróży poślubnej i robi mi się lepiej.

Czasami martwię się, że za bardzo inwestujemy w wesele. Moglibyśmy zrobić to taniej, większość i tak nie zwróci nam nawet za swoje miejsca, a my i tak czekamy najbardziej na Ślub. Ale z drugiej strony, to tylko jedna chwila w życiu i warto żeby było tak jak nam odpowiada. Później przyjdzie życie, które przynosi różne sytuacje i możliwości. Chciałabym żeby ludzie wspólnie z nami świętowali Ten Dzień i nie chcę się już nimi w ogóle przejmować.

Ten czas oczekiwania bardzo umila mi życie i czyni je łatwiejszym. A moja głowa zaczyna ubierać się w nowe zmartwienia .  Przy tym jesteśmy spłukani do bólu, ale tak samo jesteśmy przeszczęśliwi i jakoś to będzie ;) Siły i motywacje są ogromne!

Jesień…

Polecany

Bardzo jesiennie! I nie dam się nabrać na te słońce za oknem.

Dzisiaj muszę tylko ogarnąć mieszkanie, jutro będe miała jeszcze trochę czasu przed wyjazdem. Wieczorem chciałabym znaleźć w końcu sukienkę na Ślub Em. Zaczyna się robić trochę intesywnie, jeśli chodzi o obowiązki mniej przyjemne i te bardziej znośne. Nie lubię być ograniczana czasem. Mam nadzieję, że praktyki nie będą mi zabierały za dużo czasu wolnego.  Codziennie od 7.30 do 11.30 w przedszkolu. Wydaje się wspaniale, ale wcale tak być nie musi.

Siedzę wciąż pod ciepłą kołdrą, robi mi się ciągle zimno. Herbata stoi i czeka aż skończę pisać  na blogu.

Myślę o wczorajszym dniu z T. Obchodziliśmy naszą Przedrocznicę Ślubu:) Było bardzo miło. I gdy się długo planuje ślub, to gdy nadchodzi ta data, która sygnalizuje, że został rok to czuć taki dreszczyk emocji ;) Dzisiaj już mniej niż rok i  odliczanie ma już dla mnie większy sens :)

Miło było być ostatnio w Domu z Nim, nie musieć chodzić do pracy i na uczelnię. Czuję, że między Nami jest coraz lepiej i miło mi, gdy On uważa, że jest idealnie i widzę jak się z tego cieszy.

Czas na herbatę i książkę, bo wczoraj kupiłam jeszcze jedną, póki mam na nie czas…

Mam chęć na zimowy sen…

wrześniowo.

Polecany

Uwielbiam wrzesień i wczesną jesień. Kończą się upały i smród w tramwajach i autobusach. Głowa rzadziej boli, bo latem mam najgorsze bóle. Jesienią czuję się najlepiej.

Od następnego tygodnia zaczynam praktyki, wracam do Domu na dwa tygodnie z przerwą na weekend i wieczór panieński Em. Nie rozstawałam się jeszcze na tak długo z T. Raz, gdy miał szkolenie w Warszawie i nie było go 4 dni. Pociesza mnie wizja powitania po tych dniach rozłąki. Pamiętam jak po tym szkoleniu odebrałam go z PKP i było tak niesmawicie miło. A to tylko 4 dni. Nie jestem z tych ludzi, którzy uważają, że każdemu przydaje się rozłąka. To akurat nie dla nas. I to nie jest kwestia zazdrości czy nieporadności. Często w ciągu dnia się mijamy. Teraz mam urlop, więc byłam często w domu gdy wracał, ale normalnie to On pracuje, a ja w szkole bądź w pracy. Ale lubię kończyć dzień i budzić się obok Niego. Uwielbiam wspólne posiłki i rozmowy. Telefon i smsy to bardzo marni pocieszyciele. Będzie mi Go bardzo brakować, bo szkoda mi każdego dnia spędzonego osobno. Moja Mama uważa oczywiście, że to chore ;) Ale ja, po dwóch latach wciąż szaleje za Nim i jeszcze się nie nasyciłam ;]

A od następnego tygodnia praktyki w przedszkolu. Najmłodsza grupa, czyli płaczki i siusiumajtki. Nie wiem jak mam przy nich zorganizować 3 projekty, ale taką grupę dostałam od razu jak tylko pojawiłam się w gabinecie dyrektorki. Zobaczymy czy to dla mnie. Boję się jak przed każdym nowym zadaniem.

Czekają mnie samotne noce w moim pokoju, którego się boję od kiedy się przeprowadziliśmy. Jest w nim cicho, ciemno i daleko do wszystkich domowników. Duże lustro, które sama sobie zażyczyłam na urodziny odbija różne światła, a wielkie drzewa za domem rzucają cienie na ściany. Znów będe z telefonem latać do łazienki, albo wykorzystywać Kota do wpsólnego spania ;) Do dziś nie rozumiem skąd mi się wziął ten strach przed samotnym spaniem… Trochę to żałosne ;)

Kolejne różności…

Polecany

Nie ma to jak się dowiedzieć, że się mogło mieć całkiem normalne wakacje i nie martwić się pisaniem pracy magisterskiej. Ale nie ma tego złego. Urlopu nie cofnę, wykorzystam go i będę dalej pisała, ale już bez zbędnego stresu. Mam dwa tygodnie spokojnego pisania. Póżniej jadę do domu, bo zaczynam praktyki. Praktyki będę kończyła o godzinie 11 (co to za życie!) więc przez kolejne dwa tyogdnie również mogę sobie popisać. I kto wie, może październik rozpocznę z napisaną częścią teoretyczną? To nie w moim stylu, ale mam na to szanse.

Jestem ciekawa, jak moja Rodzina wytrzyma ze mną dwa tygodnie. Dawno tak długo nie byłam poza Domem. Nie wiem też jak ja wytrzymam bez T. Uwielbiam być z Nim. Czasami mi samej ciężko pojąć, że można z kimś tak fajnie spędzać czas. Ostatnio wyszliśmy na piwo we dwójkę i myślę, że to była najfajniejsza randka na jakiej byłam. Nigdy nie byłam taka pewna, że to Ten. Muszę jeszcze popracować nad swoim charakterkiem, mieszanką, która szybko i dość mocno wybucha, na krótko, ale pozostawiając po sobie nieprzyjemny pisk w uchu. Wiem, że T. też ma nad czym pracować, pewnie oboje będziemy mieli tak do końca życia (oby!). Ale mam dziś nowe postanowienie – skupiam się przede wszystkim na sobie. Nie oszukujmy się, to facet musi dorastać do kobiety, gorzej jak to kobieta jest w tyle. Czasami ciężko się zmienić, ale jeśli się kogoś kocha to nawet przyjemna konieczność. Przy tym jest ta świadomość, że nie musisz się zmieniać, bo ta druga osoba i tak będzie cię bardzo kochała i wcale nie wymaga od ciebie tych zmian. Ale to miłe jeśli ty jednak chcesz, bo wiesz, że dzięki temu będzie i tobie łatwiej i tej drugiej osobie jeszcze milej.

Takie zmiany lubię!

Z takimi oto pozytywnymi słowami kończę notkę i życzę przecudownej niedzieli, zwłaszcza mojej Em, która kończy dziś swój upragniony urlop, bo nikt kogo dotychczas poznałam,  nie szanuje tak swojego wolnego czasu jak Ona:)

 

 

Po weselu.

Polecany

Wesela są drogie, ale opłaca się!

Wesele Kuzyna było bardzo udane. Może ja jeszcze patrzę na wszystko pod kontem własnego wesela i tylko szukam plusów i minusów żeby później dopracować Nasze własne. Kiedyś będę chodziła tylko po to żeby korzystać, teraz oko musi być czujne;] Nie mamy też za bardzo z T. porówniania co do takiego rodzaju imprez i wszystko robimy tak „na wyczucie”, ale jednego jestem pewna. To, czy goście są zadowoleni i czy później przez miesiąc przeżywają, że byli na wspaniałym weselu, albo  na totalnej katastrofie zależy tylko i wyłącznie od nich. Dlatego ta kwestia jest już za mną – przestaję się tym przejmować. Jeśli będą gadać, to tylko dlatego, że mają problem ze sobą, albo nie potrafią się bawić. Każde ucho, podbiebienie i oko jest inne. Dla chcącego było do czego się przyczepić – ponad 100 osób na dość małej sali bez klimatyzacji w ciepły sierpniowy dzień. Ale obiektywnie patrząc – to było wesele marzeń. Ludzie się wspaniale bawili, orkiestra była przecudowna i myślę, że każdy wyszedł najedzony, bo ja wyszłam nażarta! Ale to wiedziałam od razu jak przyszłam. Ludzie wchodzili roześmiani, a nie z obrażonymi minami, znudzonymi po Uroczystości Ślubnej.

Ogromna otwartość rodziny i przyjaciół to gwarancja udanego wesela. Jestem dużo spokojniejsza ze świadomością, że nie ja decyduję o tym czy ludzie później będą narzekać i gadać za plecami. Znając część mojej Rodziny – będą. Ale to nie jest mój problem…

I warto raz w życiu rzucić się z kasą dla takich przeżyć i wspomnień. To z pewnością najpiękniejszy dzień dla ludzi, którzy się kochają.

No i warto mieć fajną Rodzinkę i Przyjaciół ;)

P.S. I świadków ;>

Czego chcę i czego nie chcę.

Polecany

Nie powinnam jeść cukierków, bo mnie po nich bolą oczy. I robię się śpiąca, a kilka godzin temu wstałam.

Mam kolejny dzień dla siebie, ale to już chyba ostatni z tej serii. Próbuję podnieść dupsko i zanieść je do sklepu żeby przyniosło jakieś produkty na obiad i deser. Jutro wyjeżdżam, a  T. zostaje do czwartku albo piątku, więc chcę mu zostawić coś zjadliwego w mieszkaniu. Przy okazji chcę się pobawić z masą cukrową.

Mieliśmy z T. ostatnio dwa złe dni. Miałam trochę czasu dla siebie, do przemyśleń. W końcu opadłam z sił przez wzajemne dogryzanie sobie. Jak jedno chciało pogadać, to drugie akurat było niebezpieczną mieszanką wybuchowo – obrażalską, która powtarzała gówniarskie teksty przeznaczone dla dzieci i nastolatków w okresie najbardziej stężonej mieszanki hormonów. I jak zwykle o nic, albo raczej o moje egoistyczne spojrzenie i jego brak próby zrozumienia. Czyli o nic.

Ma to swoje plusy, kolejne dni przepełnione Miłością, która rozsadza serce i głowę do czasu aż się troszkę uspokoi. Każda kłótnia ma swoje plusy, ale nie mam siły na kolejną.

Mam też nowe postanowienie – nie chcę zaprzyjaźniać się już  z ludźmi. Ci, których mam mi wystarczą. To zbyt trudne, aby kogoś tak dobrze poznać, zaufać i się nie zawodzić co jakiś czas. Zwłaszcza ciężko mi znaleźć dobry materiał na koleżankę u płci gładszej. Na szczęście już przestaję próbować, nie mam na to czasu, a i ochoty brak. Ostatni rok przyniósł tyle rozczarowań związanymi z ludźmi, że koniec. Zamykam serce i już, kropeczka. I tak jest przepełnione Ludźmi, dla których mam wciąż za mało czasu. Dobrze, że wracam do Domu.

Powoli podnoszę tyłek. Muzyka pomogła! (jak zwykle)

Leniuchowanie.

Polecany

No to mam „urlop”, w tym cały wrzesień całkowicie bezpłatny. Przeraża mnie tylko pisanie pracy magisterskiej i praktyki we wrześniu. Będę bardzo tęskniła za T. W ogóle nigdy nie mam go dość, albo za dużo, nie nudzi mnie.

Wczoraj udało nam się spędzić czas u mnie w Domu, dzisiaj z rana powrót do Szczecina. Zasnęłam dziś w środku dnia i obudził mnie dopiero telefon. Gdy zasypiałam było dość upalnie i słońce grzało na całego, ale teraz niebo się zrobiło ciemne, wlazłam nawet pod kołdrę. Potrzebny mi prysznic na orzeźwienie, bo czuję się bardzo senna i ból głowy mi dokucza.

Czuję się samotna w Szczecinie. Dobrze, że jutro wieczór panieński narzeczonej mojego Kuzyna. Bardzo kameralnie, 4 osoby i grill. Cieszę się, że nie będzie to jeden z wieczorów, na których lata koleś w stringach i robi z siebie małpę, a laski jeżdżą w limuzynach i udają Amerykanki. Muszę tylko jeszcze jutro poszukać jakiegoś prezentu dla jeszcze panny i zrobić sałatkę. Miło mi było jak dzisiaj zadzwoniła do mnie i przywitała mnie słowami: „Cześć przyszła kuzynko”. Im dłużej żyję, tym Rodzinę cenię sobie coraz bardziej.

Nic dzisiaj nie zrobiłam. Leń na maksa. I tego mi było trzeba…

Kolejne różności…

Polecany

Jeszcze czuję się bezpiecznie i spokojnie. Od 15 sierpnia urlop i zaczynam dopiero prawdziwą pracę. Mój kolejny urlop, który spędze na pisaniu pracy dyplomowej. Dawno nie miałam prawdziwych wakacji.

Cieszę się, że dzisiaj spotkam się z koleżanką,z którą nie widziałam się dwa lata….

W nocy śnił mi się cudowny sweter i marynarka! Sen na szczęście trwał akurat tyle, że zdążyłam się zdecydować na zakup i krótki spacer w marynarce ;) Ubrania i kosmetyki, a zwłaszcza sukienki i kremy to mój nałóg. Im bardziej się powstrzymuję, tym więcej mamy na koncie. Ciągle myślę o wymarzonych obrączkach i podróży poślubnej i jakoś tak łatwiej jest nałożyć starą sukienkę.

Tęsknię za Domem. Zwłaszcza za rozmowami przy stole, wspólnych obiadach, grach i oglądaniu filmów wieczorem. No i za grubaśnym kotem, który przestaje być taki gruby i zamienia się powoli w typowego kocura śmierdzącego nocnym kocim życiem.

Kocham mojego Narzeczonego i staram się nie być już taka trudna… Muszę dokładnie grzebać swoje wspomnienia z przeszłości, swoje własne nawyki aby nie wychodziły na wierzch. Chciałabym je udusić i nie pamiętać wielu rzeczy, które przeszkadzają mi uwierzyć, że ja też mogę być szczęśliwa. Chciałabym zawsze doceniać Miłość i Szczęście, ale czasami czekam na cios, który wszystko zabierze. Zupełnie tak jak życie miało to w zwyczaju.

A wystarczy przezwyciężyć wewnętrzny strach, otworzyć oczy i spojrzeć dokładnie, bo przecież nie ma się czego bać. „Strach zabija duszę”.

Mam ochotę na pieczenie babeczek z kremem.

 

Zmiany.

Polecany

3 dni wolnego. Nie wiem jak to się stało, kiedy dokładnie stałam się „porządniejsza”. Często wydaje mi się, że przy T. Ale chyba to było troszkę wcześniej. Czegoś zaczynało mi brakować w życiu, mimo, że myślałam, że zabawa w moim życiu jest jedną z najistotniejszych spraw. Ludzie się zmieniają cały czas, ja chyba potrzebowałam trochę większej zmiany. Nagle sprzątanie w mieszkaniu, gotowanie, pieczenie, ubieranie sukienek, rozpuszczanie włosów zaczęło sprawiać mi przyjemność. Lubię uczucie lekkości, kupowanie owoców i warzyw, choć nadal jestem wierna niezdrowej żywności, choć staram się ją ograniczać. Lubię to, że nie palę papierosów, właściwie zapomniałam co to kac, choć czasem lubię się napić. Większą przyjemność czerpię z piwa smakowego (kiedyś nie do pomyślenia) wieczorową porą, najlepiej przy dobrym filmie. Staram się też selekcjonować książki, kupować je na podstawie wcześniejszych recenzji, a nie na zasadzie przypadku. Częściej je kupuję, mniej wypożyczam. Nasze biblioteki są biedne – nie chcę już sobie wmawiać, ze jest inaczej. Albo nie w moim guście.

Przy tym czas tak szybko zapiernicza. Mam 24 lata. To dla mnie staro brzmi. Uwielbiałam mieć 19 lat! Staram się też bardziej dbać o cerę. Więcej maseczek i zamieniłam podkład do twarzy na krem. Przynajmniej się nie opalam, bo nienawidzę.

Staram się (słabo, ale staram) korzystać z bieżni w domu, zmuszam się do robienia „brzuszków” co jakiś czas i kupiłam już strój na basen. Strój jest piękny i przeceniony z 340 zł! Może nawet zbyt piękny jak na basen, ale to dobra motywacja żeby w końcu się tam pojawić.

Mam mniej znajomych. Ale za to takich, na których mogę liczyć.

Dlatego wkurzyłam się jak usłyszałam, że ja zawsze mam szczęście, że zawsze cało wychodzę z różnych sytuacji. Myślę, że sama sobie pracuję na stany, w których jestem, że jest mi lepiej, że czuję się SZCZĘŚLIWA. Ludzie, którzy ciągle stoją w miejscu zawsze z zazdrością spoglądają na tych, którzy idą dalej. Cóż… ludźmi dawno przestałam się przejmować.

Ja też musiałam odważyć się na zmiany. Zostawiłam za sobą kolorową, ale niekoniecznie fajną przeszłość.

Każdy dorasta jak chce, ja wybrałam swój własny, może nudny dla innych sposób. Ale własny, bez oszukiwania samej siebie i innych.

I jestem szczęśliwa. Pracuję nad tym cały czas.

 

Polecany

Będę świadkiem na Ślubie Em. :) Przywiozła nam swoje przeurocze zaproszenia. Kilka razy je otwierałam i nie mogłam uwierzyć, że mały Grzyb bierze ślub, że będzie żoną… Dorosłość przyszła niespodziewanie.

A ja znów za dużo pracuję, zmęczenie zakrada się ze wszystkich stron. Nie lubię mieć na rano, wstawać o 5, a w domu i tak jestem o 18. Zastanawiam się jeszcze czy nie wiąć jednej pracy przed naszym ślubem. Opiekowałabym się dziewczynką z MPD. Nie wiem tylko czy dam radę ciągnąć dzienne studia i dwie prace. Z drugiej strony po ślubie czekają nas kolejne zmiany, przyda się kasa. Przy tym chcielibyśmy po ślubie zabrać się za Dziecko, oszczędności się przydadzą. A nie chcę czekać aż zostanę milionerką ;). A i pierwsze dziecko po 30. to dla mnie straszna wizja. Chce jeszcze pobyć sama z T., ale z drugiej strony po to się bierze ślub żeby założyć Rodzinę. I wcale mnie to nie przeraża.

Bardzo lubię jak opowiadamy sobie z T. takie rzeczy, które odświeżają nasz związek, kiedy czuję, że mi bardzo miło w brzuchu i sercu. Lubię nasze spacery, kawę, lody i rozmowy w wolne dni.

No i ostatni dzień lipca. Sierpień będzie pracowity. Muszę napisać swoją pracę magisterską. A po drodze jeszcze wesele P. Miła przerwa w pisaniu. Ostatni rok studiów będzie bardzo pracowity. Ale skończy się najpiękniejszym dniu w moim życiu :)

Miłego :)

 

różności.

Polecany

Mamy zespół, salę i datę. 14 września 2013 roku będziemy zaobrączkowani. Wszystko stało się takie realne, namacalne, nieodwracalne… no i fajnie.

Sala była pod moim nosem. 4 minutki pieszo od mojego Rodzinnego Domu. Ale warto było pojeździć, sprawdzić i w końcu bardzo miło się zaskoczyć.

Zespół okazał się rzeczywiście fantastyczny. Po minie T. widziałam, że i jemu bardzo się spodobał. Nie zdążyliśmy tylko na ostatni pociąg i spędziliśmy noc w Kostrzynie w miłym hotelu, do którego nie chciałam z początku wejść, bo wydawał mi się nawiedzony i wyobrażałam sobie jak śpię w nim ze szczurami.  Okazało się, że to zabytek i w środku było bardzo miło.

Po drodze pojechałam na imieniny Mamy. Nie załapałam się na rodzinną imprezkę, ale było bardzo miło w najbliższym gronie. Coraz bardziej lubie jeździć do Domu, tam najbardziej odpoczywam.

Po drodze jeszcze kino, którego dawno nie było.

A tak to praca, praca, praca… Ale zaraz ZNÓW urlop.

Mimo tego nawału obowiązków czuję, że mam na wszystko więcej czasu. Dzisiaj wcześniejsze wyjście z pracy skończyło się porządkami i drzemką za dnia (kocham, kocham, kocham to). Zrobię nawet jakąś kolację DO WINA ;)

I pogoda się zmienia na fajniejszą. A to co złe za drzwiami mieszkania jakoś staram się olewać, albo przynajmniej nie przejmować się za bardzo. Jest przecież tak dobrze.

Tęsknię za ludźmi z mojego miasta. Nikt mi ich tutaj nie potrafi zastąpić… Dobrze, że niektórzy z nich również tu mieszkają ;)

Czas kończyć moją krótką spowiedź z ostatnich dni.

Co do ślubno – weselnych spraw to prawdopodobnie mamy już też piosenkę na pierwszy taniec;)

Dziękuję za uwagę, za przeczytanie i takie jakby „wysłuchanie”.

 

 

po.

Polecany

Spotkanie uważam za udane i przede wszystkim dość długie – 4,5 godziny. Niepotrzebnie się stresowałam. Oby tak zostało.

Noc zapełniona dziwnymi snami. Czasami strach iść spać!

Nie mam dziś weny na robienie czegokolwiek. Spędzę dzień z książką, ruszę się dopiero wieczorem. Coś tam do jedzenia jest. Wczoraj chyba nie trafiłam z sałatką grecką, więc mamy potężną jej porcję. Jakoś przestaję się przejmować tym czy ktoś zje wszystko co zrobię. Mi smakuję, T. smakuje, a pod każde podniebienie się nie dostosuję, niestety.

Jutro do pracy. To chyba powód mojego dzisiejszego podejścia.

Spotkanie Rodziców…

Polecany

Nawet ślub ma swoje minusy, np. finansowe… Zwolnienie z pracy znów stoi pod znakiem zapytania. Może uda mi się dostać urlop na 1,5 misiąca.

A jutro spotkanie pod tytułem: „To są moi Rodzice, a to są Jego Rodzice”. Byle się dogadali, byle się dogadali… Jestem przestraszona. Zaraz skoczę po jakieś ciasto, kawę (bo my nie pijemy). A jutro może jakiś bezpieczny makaron z sosem pomidorowym… Dzisiaj u kolegi jadłam przepyszny! Chyba każdy lubi makaron i sos pomidorowy… Ciasta piec nie będę. I tak muszę umyć okna w salonie, bo przed wyjazdem nie zdążyłam. W sumie 5 okien. Żaden kłopot;) Alkohol wydaje mi się Koniecznością Numer Jeden.

Tak bardzo bym chciała żeby się dogadali… A może nawet polubili…?

 

 

 

powrót.

Polecany

Jesteśmy już w Szczecinie. Wczoraj zatrzymaliśmy się jeszcze u mnie w Domu, a dzisiaj powoli dochodzę do siebie. Szczecin strasznie śmierdzi! Ciężko mi się do niego przyzwczaić. W mieszkaniu kwiaty urodzinowe zwiędłe na maksa pozostawiając tylko straszny smród. To straszne, gdy coś tak pięknego zamienia się w zwykłe okropieństwo… Oczywiście mój Brat będąc tu na jeden dzień nie zdążył ich wyrzucić. Mam też do siebie żal, że brakowało mi odwagi i nie miałam serca żeby wyrzucić je do śmieci gdy jeszcze wyglądały wspaniale. Ale mieszkanie już wywietrzone. Ja powoli też już wracam do normalności. Bóle głowy wróciły razem ze mną. W górach czułam się tak dobrze. Czas się przyzwyczaić.

Jutro pójdę do pracy podpisać wypowiedzenie. Przez urlop zastanowiłam się bardzo dobrze i nie ma sensu już dalej tam tkwić. Skończę normalnie ostatni rok studiów i zaopiekuję się trochę mieszkaniem. Przy okazji zadbam trochę o nasze żywienie, bo z braku czasu to wychodzi tylko za dużo oleju i patelni. Mam też poważne plany związane z basenem. Poleżę sobie jeszcze troszkę, poczytam i pójdę po jakieś warzywa, owoce.

Czas wymyślił dla mnie kolejne zmiany.

Tabletki na ból głowy:

http://www.youtube.com/watch?v=aHevLrdSZAk

ciężko wrócić.

Polecany

Nie chcę zostawiać Gór. Nawet smród oscypków mogę znieść bez marudzenia. Ba! Nawet jednego zjadłam z całej tej mojej wielkiej miłości do uwypuklonego terenu. Nie chcę wracać na pomorze zachodnie, w którym urodziłam się przez jakąś gigantyczną pomyłkę. Smród Szczecina zabija duszę. A może to tylko moje złe skojarzenia?

Zostało jeszcze ognisko z kiełbaskami. Może wzięłam za mało kiełbasek dla siebie? :) Apetyt mam tu wielki jak ochotę do życia. Jak ochotę do Takiego Życia. Schudnę kiedyś. Przed weselem Piotrusia z pewnością będę chuda jak nigdy. Później spakujemy swoje smutne torby i do Domu. Przez cały ten czas moja głowa odpoczęła, nabrała sił na kolejne nowe wariactwa.

A codzienność powoli o sobie przypomina, mieszkanie woła… Bazylia pewnie padła i jej sąsiad „jakiś pomarańczowy kwiat” też. Nie mam serca do kwiatów w doniczce. Tutaj, w górach na łąkach, wyglądają najlepiej.

 

 

same pozytywy:)

Polecany

cały wolny dzień!

Będzie czas na książkę, na sprzątnięcie kuchni, na ugotowanie obiadu i może upieczenie czegoś. Może to strasznie dziwne, ale uwielbiam takie dni. Jestem z tych osób, które kompletnie się nie nudzą same ze sobą. Takie, które uwielbiają urlopy i nigdy nie kręcą się z kąta w kąt z tęsknoty za pracą, za wyjściem z domu. Mam tyle do robienia samej ze sobą, że często i tak nie zdążę wszystkiego zrobić.  Jestem też z tych, których denerwują osoby, które jęczą: „co ja mam robić sam w domu?”, albo w szerszym ogóle: „co ja mam robić w domu?” Czasami zastanawiam się jak nudni muszą być niektórzy, że nie potrafią ze sobą wytrzymać, że sami sobie nie mogą umilić czasu.

W piątek urodziny. Zaprosiłam najbliższe mi osoby i modlę się o to, aby się nie pożarły nawzajem;) T. stwierdził, że pomyliły mi się urodziny z weselem, także zmniejszyłam listę menu;) W sumie ma rację. Skończy się na tym, że spędze własne święto w kuchni. Zupełnie jak moja Mama.

W sobotę jesteśmy umówieni na oglądanie sali weselnej. Jestem prawie przekonana, że to będzie ta sala. Trzeba ją tylko obejrzeć, stwierdzić czy nie za droga i brać, brać, brać. Było tyle czasu, a teraz słyszę tylko „mało”. Dookoła czuć atmosferę pospieszania więc to chyba już ten moment. Martwią mnie tylko 32 miejsca noclegowe. Samych moich dojeżdżających znajomych naliczyłam 10. Na szczęście większość będzie miała gdzie wrócić.

No i koleżanka ze studiów jak anioł zleciała mi z zespołem muzycznym, który sama miała na swoim weselu. Jej blask w oczach i to, w jaki sposób o nich mówiła daje mi tak wielkie nadzieje, że prawie już czuję dumę z Naszego Wesela ;P

Nooo, a potem wakacje w górach z T. i Rodzicami. no, plus Mała Ola. Moja największa fanka. Może wypocznę;)

o kobietach.

Polecany

są kobiety, które uczynią twoje życie dobrym. będą miłe i uśmiechnięte. zawsze ugotują obiad, urodzą dzieci.

są kobiety, które będą z tobą wiecznie nieszczęśliwe. nie tylko z tobą. ogólnie będą nieszcześliwe z każdym. będą palić. może pić. pewnie zdradzać.

straszliwie uogólniam.

są jeszcze kobiety bajki, które żyją w innym świecie niż ten. to jest dużo lepszy świat, którego nigdy możesz nie zrozumieć. ale mimo wszystko warto w nim trwać.

jedne kobiety umierają. a drugie rozsypują się niewidzialnym pyłkiem po świecie z każdym ich wybuchem śmiechu i płaczu.

bardzo uwielbiam kobiety, które spotkałam i pokochałam. życzę im, aby żaden mężczyzna nie zabrał ich serca do krainy wiecznego lodu.

no i śliczna piosenka.

jestem w tak błogim stanie, że do egzaminu nauczę się rano…

dobranoc. z pozdrowieniami dla kobiet bajek.

zwolnienie z pracy?

Polecany

Ostatnio ciągle myślę o zwolnieniu z pracy. Przede mną ostatni rok magisterki, a sama doświadczyłam tego jak trudno było pogodzić pracę (akurat tę pracę) ze szkołą. Najpierw zawalony rok, bo nie zdążyłam napisać pracy licencjackiej. Z drugiej strony to też była wina mojej promotorki, która sobie wyleciała we wrześniu do Afryki…….. Ale jednak, gdyby nie praca, napisałabym do czerwca. Później rok przerwy i czwarty rok – nowa grupa, nowe wszystko i beznadziejne przy okazji. Dużo zajęć w jednym dniu. I znów ta przeklęta praca. Idąc do niej, poświęcasz cały dzień. Najlepsze zmiany, to te, po których wracasz do domu przed 2 w nocy. I możesz mieć na drugi dzień wolne – i tak nie odpoczniesz. Czwarty rok przeszłam dość wytrwale. Miałabym piękne oceny, gdyby nie nieobecności. 4 oceny mam obniżone za 3 nieobecności na zajęciach. I to z piątek na tróje. Nie wiem czy chcę zmarnować ostatni rok swoich studiów. Wolę ciągnąć trzy kierunki niż dalej tę pracę. Kiedyś przynajmniej ciężko było tylko fizycznie. Dzisiaj po każdej zmianie czuję wstręt do ludzi przez to jak widzę jak można traktować innych… Mam kilka dni wolnego i czuję się innym człowiekiem.

Mam 3 tygodnie wolnego. To dobry czas na zastanowienie się…

w książkach…

Polecany

chcę żeby było już jutro… chcę żeby było po egzaminie (pozytywnie zaliczonym). chcę być głośnymi dzieciakami za moim oknem. słońe przebija się przez chmurki, a deszcz bardzo delikatnie opada na ziemię jak mgiełka do ciała. kusząco jest na zewnątrz. z dala od tej całej naukowej atmosfery, 1,5 litrowej butelki wody zastępującej mi zupę i paczki chrupek zamiast zdrowego obiadu. pocieszające telefony do dziewcząt z grupy, które jeszcze się nie uczą.

mimo wszystko robię się spokojniejsza. coś tam, jakieś kawałki mnie schodzą się, pokrywają, wynajdują potrzebne sobie części. jest mi lepiej i lżej.

byle zdać ten egzamin, który tak boleśnie do niczego mi się w życiu nie przyda…

 

przed urodzeniem Ja.

Polecany

ostatnio zgubiłam siebie. albo może dałam sobie odejść i teraz szukam nowej Ja, która skryła się dość dobrze, choć niedaleko (bo czuję, że gdzieś jest w pobliżu). moja Druga, Lepsza Połowa Mnie też to odczuwa. Wczoraj rozbił się na milion kawałków, a ja zaraz po nim. Jak się zgubę to już koniec. A moje najbliższe otoczenie to bardzo dobrze odczuje. No i odczuwa. Przestałam doceniać ludzi. Jakoś ciężko im wyjść cało z moich „testów” na przyjaźń, bezinteresowność, prawdę itd., itp.  - co mi tylko wpadnie do chorej głowy. T. wydaje się być stały (mimo swoich ciągłych zmian) w tym wszystkim i daje mimo wszystko nadzieje na to, że w końcu się z kimś umiem dogadać.

Zwalam całą winę na szkołę i pracę.  Ciężko mi idą przygotowania do ostatnich dwóch egzaminów, a przy okazji robota daje mi nieźle po tyłku. Lenistwo atakuje mnie bez przerwy i to często ono jest zwycięzcą w tej ciężkiej rozgrywce. Choć z drugiej strony jak spojrzałam dziś z rana na swoje umęczone spojrzenie, to chyba nie do końca jest to lenistwo. To potrzeba ucieczki od świata i ludzi, którzy narzucają nowe obowiązki (to nic, ze przyjemniejsze).

Jestem osłabiona i opuszczona przez samą siebie. Nie chcę krytyki, bo nie wiem do kogo mogłabym ją odnieść. Nie wiem kiedy przyjdzie czas, w którym się odnajdę i będę miała stanowcze wyrobione zdania.

Czy jestem tak żałosnym stworzeniem, że to wszystko przyszło na mnie jak choroba przez spóźniający się okres? Czy to tylko moje hormony i ich złe ustawienie?

Chciałabym, aby nowa Ja urodziła się dobra. Bardziej dobra…

P.S. Dziś Urodziny Mojej Mamy… Życzyłabym sobie wyglądać w Jej wieku  tak jak Ona.

I bardzo pięknie jest sobie wyobrażać jak się rodzi po to by dać mojej Rodzinie szczęście, które ciężko sobie wyobrazić…

 

ogłoszenie.

Polecany

poszukuję osoby, która mnie zrozumie w 100. procentach. no dobrze, 98…

albo nie. jednak w 100. te 2 procent zawsze może mocno zranić. nie interesuje mnie Twoja płeć, wiek. możesz mieć 80 lat. możesz mieć 5. obojętnie.

nie jestem bogata. ale jestem w stanie ci płacić za obecność. albo za krótki telefon. smsa.

za pełne zrozumienie oddam wiele…

troszkę mniej :)

Polecany

przyszedł mail od promotorki. mamy czas do września. to w sumie logiczne. został mi zatem tylko egzamin 22 czerwca. tylko. właściwie nie wiem jak go zdam. ale tylko. i w poniedziałek tylko zaliczenie u Łysolka. tym razem serio tylko „tylko”. będzie mi brakowało tych jego „tańców” radości pod jego biurkiem, gdy opowiadał nam o jakimś wspaniałym wydarzeniu w Szczecinie. wydaje mi się, że on nie wie, że w jego biurku jest dziura i widać te jego ruchy nogami. albo ich nie kontroluje. tak czy siak – to moje ulubione wspomnienie po pierwszym roku studiów mgr.

wczoraj miałam możliwość zintegrowania się ze swoją wciąż nową grupą na studiach na urodzinach jednej z koleżanek, ale dwa piwa po pracy i kilka skrzydełek hot wings zabiły mnie i wszystkie moje dobre chęci. w nocy myślałam, że umrę. pozostaję wciąż niezintegrowana. i Bogu dzięki! tak ciężką mi przeznaczyć swój czas dla najbliższych. dziś niby wolne. nie będę pisała pracy bo mam na nią 3 miesiące! powinnam kogoś odwiedzić. ale przede wszystkim zadzwonię do Mamy. wczoraj była zazdrosna, że zadzwoniłam tylko do Siostry:) no i coś bym posprzątała. ale tak mi jakoś żal. te całe euro. Kuzyn  ADHD na chacie. chyba poczekam do wyjazdu Muppetowni. Choć mogłabym zrobić dziś niespodziankę T. i przemeblować nasz pokój.

jakoś tak mi lżej ;)

ps. kupiłam wczoraj w końcu nową książkę! to takie wspaniałe uczucie…

 

(nie)miłość.

Polecany

gdzieś tam w przerwie między zajęciami słuchałam rozmowy dziewczyn na temat tego jak to wspaniale jest jak się zaczyna nowy związek. a potem to tylko same niemiłe sytuacje. jak to trzeba doceniać pierwszy miesiąc bycia razem. i nie rozumiem. to prawda. na początku jest tak magicznie. cała codzienność zostaje wywrócona do góry nogami. liczy się tylko spotkanie. wielka euforia gdy te dwie konkretne osoby się spotykają. ale w moim przypadku zawsze łączy się to ze strachem. milion pytań. czy teraz w końcu wyjdzie? czy warto? w którym momencie się tym razem nie spieszyć? czy on też zrani? patrząc na siebie widzę jak każdy facet mnie zmieniał. może za bardzo próbowałam się dostosować. byle tylko było dobrze. a kończyło się tak samo. „każdy” facet. myślę, że mimo wszystko nie było ich tak wielu. choć chciałam od zawsze Tego Jedynego. początki to strach. przede wszystkim. kolejne dostrajanie się. przy tym T. jest zupełnie inny… musiałam i muszę ciągle walczyć ze sobą żeby kompromis w ogóle mógł wejść do naszego życia. kolejna walka z przeszłością. trzeba przeżyć kolejną spowiedź z siebie samej. osobiście wolę jak czas ucieka. jak się kogoś zna. lubię to, że on wie co ma zrobić (tutaj jest też minus. wie jak wkurwić! na maksa…) wie co trzeba zrobić żebym się uśmiechała. ja nawet ostatnio znalazłam sposób na to, aby przestał się obrażać. wiem, że warto mu kupić orzeszki w cieście do piwa. wolę nas dzisiaj niż dwa lata temu. niepewnych. głuchych na siebie nawzajem. pierwszy miesiąc to czas przede wszystkim dla egoistów. bo miło mięć kogoś. bo ktoś przytuli. pocałuje. weźmie na kawę. o wiele bardziej wolę wyzwania. cicho współczuję parom, które dopiero zaczynają się spotykać. tyle przed nimi. cicho też zazdroszczę parom, które przeżyły ze sobą 30, 40, 50 lat… nie wiem jak się odczuwa taką miłość. ale chcę spróbować.

http://www.youtube.com/watch?v=z-HKvYDTpoc&feature=related

jeszcze trochę…

Polecany

już po pracy. przede mną szkoła, szkoła, troszeczkę pracy i znów szkoła.

materiały na jutro mamy. poniedziałek i wtorek ostatnie zajęcia. potem kilka egzaminów. nawet nie wiem ile. nieważne. oddać pierwszy rozdział magisterki.

myślę sobie właśnie o tym, że mogłabym teraz się bronić. skończyć szkołę. właśnie teraz. pożegnać się z bezlitosnym staniem w miejscu. iść dalej. ale jeszcze rok.

myślę tylko o dniu 28 czerwca, w którym mam zamiar oddać swój indeks do dziekanatu. o swoich urodzinach i urlopie. wakacjach w górach.

2,5 tygodnia.

a potem…

obiecuję wykorzystać te wakacje na wszystkie możliwe mi sposoby.

siły i wytrwałości sobie życzę. byle do przodu! ;)

trzy kropki.

Polecany

najlepiej nie otwierać w ogóle ust. wszyscy i tak lepiej od ciebie wiedzą co masz do powiedzenia. wiedzą lepiej od ciebie co myślisz.

nigdy. przenigdy nie proś się o dobro. szacunek. miłość.

będzie bolało gdy tego nie dostaniesz.

nigdy nie proś o bycie wysłuchanym. ludzie raz słuchają, a później już nie bardzo.

nie proś o ludzi. jeżeli chcą być – będą. nie warto o nich zabiegać.

albo się jest, albo nie.

albo się kocha, albo nie.

albo się słucha, albo nie.

wolę do końca swych dni spędzić życie na bezludnej i zimnej wyspie niż prosić się o człowieka.

jeśli ktoś lubi samotność – niech ją dostanie.

oprócz ludzi na świecie są jeszcze zwierzęta, ogrody, muzyka.

natura ma piękniejsze twarze.

B jak Bałagan.

Polecany

kolejny mile zapowiadający się dzień na wagarach. uczelnię mam za daleko. zajęcia nudne. włączam gg. nie tylko ja myślę podobnie :) im bliżej sesji tym mniej się przejmuję.

mamy czerwiec. chcieliśmy już mieć zaklepaną salę weselną. a mi się wydaję, że mamy tyle czasu. właściwie wybraną już mamy. trzeba się tylko pofatygować i ustalić wszystko.

czerwiec jest to też miesiąc wyjazdu Muppetów. czekam na to bardzo. poświęcę jeden cały dzień na sprzątanie w ich pokoju i w końcu będzie normalnie. muszę tylko zamienić to, co jest teraz:

 

w to:

Myślę, że zdjęcia mówią same za siebie i przybliżają nieco bardziej Muppeciaki.

U nas w pokoju planuję przemeblowanie. Myślę, że jeszcze troszeczkę tu pomieszkamy i warto zrobić z tego pokoju coś przytulniejszego. Lubię ten pokój, ale robi mi się w nim dziwnie. To nawet ciężko wytłumaczyć. Musi być przemeblowanie. I już. Mogłabym kupić jeszcze jakieś wazoniki z gałązkami i jakąś ładną matę na łóżko z poduszkami. Żywych kwiatolców nie lubię. Ale może moim kobiecym obowiązkiem jest kupić kilka doniczek? Tak czy siak czekam tylko na wyjazd Muppetów. W wakacje będzie można zapraszać ludzi;)

Kupiłam sobie koszulkę na euro ;)

chociaż tyle mogę zrobić. Muppet nr 2 to się nawet zaśmiał jak ją zobaczył. Ale T. z lekkim uśmieszkiem powiedział, że głupia koszulka ;)